28 maja, 2015

Smålandet - losiowe safari



 Z wielką przyjemnością wracam do rozpoczętej w zeszłym roku serii podróże po Smalandii. Tym razem, za sprawą odwiedzających nas gości z Polski, mieliśmy okazję (a dodatkowo przyjemność, radość i zaszczyt) wybrać się do położonego w smalandzkich lasach Markaryd.  Tam, na obrzeżach miasta zlokalizowany jest park łosi Smålandet.


Park otwarto w 2004 roku, a jego popularność (pomimo konkurencyjnych kompleksów) ciągle rośnie. Gwarancja bliskiego spotkania ze zwierzakami jest właściwie stuprocentowa, bo przyzwyczajone do częstych wizyt łosie, chętnie same podchodzą do samochodów z nadzieją na smaczny poczęstunek od odwiedzajacych. W okresie maj/ czerwiec rodzą się też młode, więc dodakowa atrakcja w postaci maleńkich, nie do końca jeszcze sprawnych łośków leżących przy swoich mamach.

Trasa wiodąca po parku ma długość 3,3 km (dodatkowo połączona również z zagrodą bizonów) a skorzystać z niej można w dwojaki sposób. Pierwszy to przejazd kolejką z przewodnikiem, drugi to własny samochód. My zdecydowaliśmy się na drugą opcję. Własnym tempem i z możliwością wielokrotnych postojów śledziliśmy, bardzo zbliżone do naturalnego, życie zwierząt.


Taką wyprawę polecam szczególnie rodzinom z dziećmi (chociaż i dorośli byli pod wielkim wrażeniem). Łosie są spokojne i dosyć towarzyskie, można je bez problemu głaskać i karmić. Sugeruję zabranie z sobą worka jabłek!


Z rad praktycznych, obiekt czynny jest przez cały rok, w okresie od maja do października codziennie, w pozostałych miesiącach w weekendy. Ceny za wjazd własnym samochodem 100 sek/ os dorosła i 60 sek dziecko. Kolejka z przewodnikiem 140 i 80 sek.  Zniżki dla grup powyżej 15 osób. Na stronie www dokładne informacje z rozkładem jazdy.
Park położony jest 160 km od Karlskrony, 110 km od Växjö  i 60 km od Halmstad, przy trasie E4. Na miejscu sklep z łosiowymi gadżetami, a w sezonie letnim kawiarnia.



Tu znajdziecie pozostałe posty z serii:








15 maja, 2015

järnnätter czyli ostatnie wiosenne przymrozki




Järnnätter czyli zimne wiosenne i wczesno-letnie noce, często z gruntowymi przymrozkami, opadami śniegu czy po prostu nagłym ochłodzeniem. Odpowiednik Zośki oraz zimnych ogrodników, Pankracego, Serwacego i Bonifacego.

08 maja, 2015

TOP 5 moich ukochanych miejsc (Klub Polki na Obczyznie)





Ten wpis to kolejny projekt powstały przy Klubie Polki na Obczyźnie. W maju piszemy o naszych ukochanych, ulubionych, w jakiś sposób szczególnych miejscach. Postanowiłam tym razem podejść do tematu z trochę innej strony i opisać krótko miejsca nie w których się jako tak przebywa, a raczej mija je. Będą to miejsca które oglądać możemy podczas jazdy samochodem. Naturalnie, można się w nich pobliżu zatrzymać i napawać widokiem przez trochę dłuższą chwilę ale z założenia są to obrazki z podróży. Dlatego też zdjęcia robione telefonem, w bardzo różnych okolicznościach.
Kolejność wyboru jest zupełnie przypadkowa, wszystkie są dla mnie równie szczególne i ciekawe.

14 kwietnia, 2015

Tiburtiusdagen i dawne wierzenia



Według dawnych wyliczeń Samów w ten dzień zaczyna się letnia część roku, a niedźwiedzie budzą się z zimowego snu. Jednak najwcześniejsze informacje na temat święta to wyryte na kamieniach runicznych symbole drzew. Dziś, 14 kwietnia przypada Tiburtiusdagen czyli dzień Tyburcjusza.

W szwedzkim kalendarzu obecnie pojawia się najczęściej w formie imienin, a o dokładnym pochodzeniu i historii wie niewielki odsetek starszych osób. Kiedyś, gdy rok dzielono na półrocze zimowe (14.10-13.03)  i letnie (14.04-13.10) zwracano bardzo dużą uwagę na poszczególne dni roku i obserowowano dokładnie co dzieje się w naturze. Jak można się domyśleć, skrupulatnie liczono i oznaczano co po czym następuje. Jeśli w dniu imienin Tyburcjusza było ciepło i świeciło słońce, zapowiadano zimne i deszczowe lato.  Jeśli zastała nas pośniegowa chlapa, lato miało być ciepłe ale jeśli tego dnia spadł śnieg, moglibyśmy się go spodziewać jeszcze dziewięć razy zanim nadejdzie prawdziwe lato.

02 kwietnia, 2015

Skumma polacker czyli jak nas widza Szwedzi.





Każdy kraj ma swoje szczególne, mniej lub bardziej zabawne powiedzenia o innych narodach. Nie ma co ukrywać, że są one często obraźliwe lub w jakiś sposób wyśmiewające. A nabijamy się wszyscy. Na dobre przyjęły się stwierdzenia o cyganach złodziejach i chciwych żydach. Można siedzieć jak na tureckim kazaniu lub udawać greka. A co z Polakami? Bo że mądry Polak po szkodzie, to wiemy wszyscy.

11 marca, 2015

Gravad lax - tu lezy losos pogrzebany




Marynowany, a właściwie peklowany w soli łosoś to kawałek szwedzkiej historii. Same już składniki dużo mówią o szwedzkich upodobaniach które rozwijały się przez wieki. Sól którą konserwowała właściwie cała nordycka część Europy, uwielbiany cukier który przez długi czas był drogim rarytasem i koper na którego prostego wytłumaczenia nie potrafię odszukać, a który na szwedzkich stołach pojawia się bardzo często w różnych konfigruacjach.  No i naturalnie główny sprawca zamieszania - łosoś, który obok śledzia i dorsza jest jedną z najpopularniejszych ryb w Skandynawii.