25 lutego, 2013

Dobrze, że już poniedziałek




Dziś weekendowy mix

czyli o wszystkim po trochu i o niczym właściwie.

 Nudno nie było w każdym razie.



W czwartek teściowa skutecznie postarzyła mnie

 o kolejne kilka dyszek,

zabierając na kurs układania bukietów,

 czy jak to nazwać…

Średnia wieku 50.

Śmiech na sali.



Całą sytuację uratował fakt, że było nawet, nawet…

Człowiek uczy się całe życie. Zawsze coś.

  Efekt końcowy pozostawiam waszej ocenie.

Mnie nie podeszło,

ale postępowałam wg wskazówek Pani kwiaciarki.

Się nie będę z babą kłócić przecież.

W domu zdemontowałam troszkę

 i stworzyłam kilka dodatkowych doniczek.

Teraz jest ok.





Piątek biegóweczki i stwierdzam jedno,

 leń ze mnie i sztywniak.

Już nic więcej nie piszę bo obciach:)



Sobota i niedziela w większości w samochodzie,

 bo wyprawa na północ.

Taka trochę środkowa ta północ,

 ale umówmy się,

 że wszystko powyżej Sztokholmu jest już dziką głuszą.  

Lasy tylko i proste drogi.

Śniegu po pas, dziwny akcent,

spokojni ludzie, brak pośpiechu, dziwnie jakoś.  

Targi, na których mieliśmy stoisko,

jak dla mnie były średnie.

Kilka stoisk owszem interesujących,

ale jakoś bez szału.









O moim typie napiszę wkrótce, w osobnym poście.



A dziś, cóż, na pysk padam. 

Dobrze, że już poniedziałek.