17 czerwca, 2013

takie tam...




Brzydka jestem i niedobra. Oszustka taka.
Posty piszę po trzy albo i cztery na raz, nastawiam kalendarz i znikam.
Wiem, że to widać. I jest mi trochę głupio z tego powodu.
Ale już się tłumaczę. Sprawa wygląda następująco:

- Chce mi się mało w domu, a więcej poza być – wiadomo,
jak się na wiosnę (teraz to już lato) czeka od grudnia to takie efekty.
Jakoś do odpalania kompa się nie palę.
Nie żebym narzekała. Jest pięknie!!

- Skóra mi schodzi, a dlaczego to patrz wyżej.
Chwasty trochę ogarnięte. Ślimaki śnią mi się po nocach. Zmory jedne.

- Na garażu wisi kosz – jako że prace ręczne w skali ważności
stoją w Szwecji wyżej niż matematyka, O. kupił obręcz
a resztę sam dobudował.  Się ma, się gra. A czasem na odwrót.

- Dziewczyny mają wakacje, a ja mniej pracy. Niby w domu, niby laba.
Akurat. Dzień jakiś krótszy jak się śpi do 9 albo i dłużej.

Więcej grzechów nie pamiętam.

Na dobre rozpoczęcie wakacji zrobiłam dla dziewczyn tort
 z przepisu Kulinarnej Fuzji.
Zniknął bardzo szybko, zresztą sama się do tego faktu przyczyniłam,
to co się dziwić.
Świetny był, robi się łatwo no i najważniejsze jest pysznościowy!
Pomaszerujcie do Niej na stronę!


Flagi, które widzicie na zdjęciach to taki mały szwedzki akcent.
 Na zakończenie roku szkolnego tradycyjnie robi się torty truskawkowe,
urządza imprezy w ogrodzie,
a domy ozdabia flagami i niebiesko- żółtymi balonami. 
Szczególnie, kiedy dzieci kończą gimnazjum, wtedy to dopiero jest cyrk.
Jeszcze wszystko przed nami…

Kolejne posty będą typowo szwedzkie.
Najpierw krótko o znanych nieznanych,
potem letni przewodnik dla dzieci przygotowany w ramach współpracy
święto Midsommar
 i na koniec - kolejny klasyk z mojej serii "szwedzkich smaków" .

Ściskam Was mocniście!!!