27 sierpnia, 2013

bresaola e rughetta






Na taką pizzę natknęliśmy się na „tyłach” Watykanu, w jednej z uliczek ze starymi kamienicami. Chodniki są tam dosyć wąskie, a ustawienie kilku stolików graniczy czasami z cudem. Do tego obklejone fiatami krawężniki i klimacik gotowy. A że wieczór był bardzo ciepły a zachód słońca piękny, przysiedliśmy. I w takiej właśnie małej, całkiem przypadkowej trattorii mieliśmy okazję zjeść tą banalnie prostą, ale rankingowo najlepszą ( z tych, które podczas wyjazdu jedliśmy) pizzę. Bez sosu pomidorowego i zbędnych dodatków.
Jak zawsze, geniusz tkwi w prostocie…

Oczywiście że ta, zrobiona domowym sposobem nie dorównywała smakiem oryginałowi, ale możemy się przecież skusić na skandynawską namiastkę włoskości.



Co potrzebujemy?

Ciasto na spód.
Naturalnie najlepiej zrobić własne. My z braku czasu ( i lenistwa) użyliśmy gotowego. Ale jeszcze wszystko przed nami…
kulkę mozarelli
kilka plastrów bresaoli
garść rucoli
parmezan
oliwa z oliwek

A tak przygotowujemy:

Piekarnik z kamieniem do wypiekania pizzy nagrzewamy do maksymalnej temperatury. Na cieście układamy porwane kawałki mozarelli i bresaole. Pieczemy ( u nas ok. 4 min, w oryginalnych piecach ok. 60-90 sek) . Podajemy ze świeżą rucolą i parmezanem tartym na duże płatki. Skrapiamy delikatnie oliwą. Gotowe!






Gdyby ktoś chciał spróbować oryginału, podaję adres ku pamięci: 
Ai Balestrari In Prati, P.zza dell'Unità 27, Roma.