11 września, 2013

Dlaczego warto odwiedzic Szwecje? (Klub polki na obczyznie)




Kolejny post, który powstał przy współpracy z Klub Polki na ObczyźnieTemat na wrzesień to: Dlaczego warto odwiedzić Twój kraj? Nie będę pisała kolejnego przewodnika po muzeach, kościołach i skansenach, bo takich są tysiące i z łatwością możecie je sobie odnaleźć. Temat chwyciłam natomiast z trochę innej strony.

Cytując Manuelę Gretkowską: „Porównywać Szwecję i Polskę socjalnie, to porównywać Ritza do gułagu. I nie jest to kwestia lepszych warunków materialnych, ale lepszej organizacji, postępowej filozofii i pragmatycznego humanizmu. U nas są pełne kościoły i różne obłudne i kłamliwe ćwoki powołujące się na chrześcijańskie wartości. Tam są puste kościoły, ale tymi wartościami: szacunku dla drugich, tolerancji, równości, są przesiąknięte relacje międzyludzkie”

Wszystkie poniższe punkty i opinie są mocno subiektywne i powstały na skutek moich jakże wnikliwych ;) obserwacji, a cały tekst należy traktować z przymrużeniem oka. Wiadomo. Czyli nie obrażamy się, bo co człowiek to opinia.


Szwecja

Kraj, o którym wiadomo tyle, że robi mebelki ze sklejki, ma najlepszych producentów muzycznych (nie mówiąc już o Abbie, Ace of Bace i Roxette!) i rodzinę królewską… Szwed uważa naturalnie, że jego kraj jest centrum świata i wszystko, co najlepsze pochodzi właśnie stąd. Ale jak jest w rzeczywistości? Dlaczego warto odwiedzić Szwecję?

Foto: kolaż Abba, Ikea, volvo, hyltebruksskylt


Jedziemy…

Żeby zobaczyć, na czym polega równouprawnienie…

Geje w związkach małżeńskich. Rozliczający razem podatki, mieszkający razem z dziećmi z wcześniejszych związków. A dzieci adoptowane z Chin. Kobiety wykonujące zawody hydraulik, stolarz, kierowca autobusu, ksiądz. Bo ksiądz to zawód, nie powołanie. Po 8 godzinach pracy w kościele, pani „księżniczka” wsiada na rower i jedzie do domu, do swojej kobiety. A co! Dla niektórych może zakrawać na patologię, ale według mnie jest zupełnie inaczej. Rodzina po szwedzku to nie mama, tata i dziecko, a szczęście, miłość i zrozumienie, niezależnie od płci, rasy i religii. I jeszcze urlop tacierzyński. Wskazane jest, żeby urlop z tytułu urodzenia dziecka dzielić po równo między rodziców. I tak na ulicach mamy wysyp młodych mężczyzn z wózkami, karmiących i przewijających maluchy.  Co w tym czasie robi mama? Jest w pracy lub odpoczywa. Bo też się jej należy.
I na koniec „lagom”, po naszemu w sam raz. Nie za dużo, nie za mało. Średnio. Czyli tak w sam raz, sam się domyśl ile. Wszystko powinno być lagom, a tym, którzy chcą się wyróżniać przypomni się Jantelagen. Trochę to smutne, ale niestety prawdziwe.


Żeby obcować z dziką i nieskażoną naturą…


Pobiegać boso po trawie, poleżeć na leśnej polanie czy połowić ryby w całkowitej ciszy.  Szwedzi uwielbiają przebywać na świeżym powietrzu. Już od dziecka wpaja się, że każda pogoda jest odpowiednia na to, żeby wyjść na zewnątrz. Nie ma, że wieje, leje i zimno. Kombinezon, kalosze, termosik i sio!  

W przedszkolach, słynne (dla mnie było karne) leżakowanie odbywa się na tarasach, w specjalnie stworzonych do tego celu drewnianych budkach.



W Szwecji istnieje prawo Allemansrätt i oznacza, że każdy ma prawo do swobodnego dostępu do natury. W praktyce: każdy obywatel ma prawo na jedną dobę rozbić swój namiot gdzie chce, pod warunkiem, że nie będzie zakłócał porządku i spokoju innych, a miejsce obozowiska pozostawi w takim samym stanie, jakie zastał. Fair enough, no nie? Ciekawe czy by się w Polsce sprawdziło? O tym sprzątaniu myślę;)


Żeby posmakować skandynawskiej kuchni…

Foto: kalles.se

Weźmy na przykład fermentowanego śledzia „surströmming”. Tylko nieliczni mają odwagę go posmakować. Puszki z tym, nazwijmy go rarytasem, ze względu na zapach, otwiera się wyłącznie na zewnątrz. I lepiej się nie ochlapać zalewą. 
Solone cukierki „Lakrits” – przysmak i ulubiony żelek tysięcy. Wspominam je z dzieciństwa, kiedy na Jarmarku Dominikańskim sprzedawano podobne na stoiskach Haribo. Były tak obrzydliwe, że je bez skrępowania wywalałam. A te szwedzkie są dodatkowo solone.  
Pasta rybna (ona się tylko tak wyniośle nazywa „kawiorowa”) w tubce, jedzona z jajkiem na śniadanie. Na chrupkim pieczywie naturalnie. Takie rzeczy tylko w Szwecji. No i w Ikea. Się człowiek z czasem przyzwyczaja.
Zainteresowanych szwedzką kuchnią (taką bardziej zjadliwą) zapraszam do obserwowania i testowania mojej serii  szwedzkie smaki. Obiecuję że się nie potrujecie. 


Żeby doświadczyć dnia/nocy polarnej, obejrzeć na żywo zorzę i przenocować w lodowym hotelu…

Foto: Ice Hotel

Najlepiej zrobić to w okolicy Kiruny. Miasto jak miasto, poza kopalnią nie zachwyca szczególnie, jednak jego położenie ma dla wielu kluczowe znaczenie. W pobliżu znajduje się słynny lodowy hotel, Ice Hotel który naturalnie najlepiej odwiedzić w zimie, chociaż w lecie też funkcjonuje (teraz zaczynają przygotowania na sezon). 

Foto: kirunalapland.se


Na oglądanie zorzy nie musimy organizować szczególnych wyjazdów, wystarczy ciemność (poza miastem), mróz i przejrzyste niebo. Zorzę podobno najlepiej ogląda się w okolicy lutego. Zresztą zorza to jedno z moich marzeń. Było już jedno podejście na Islandii, niestety nie udało się. Trzeba mieć po prostu szczęście i śledzić na bieżąco prognozy pogody.


Żeby odpocząć od hałasu i zgiełku…

Foto: litekul.se


Szwedzi z natury są małomówni. Trudno im nawiązać kontakt z nieznajomymi. Jak wszędzie, zdarzają się oczywiście też gadatliwe wyjątki, ale ja nie o tym. W Szwecji istnieje zjawisko milczących przystanków autobusowych. Ludzie stoją w dosyć dalekiej odległości od siebie, nie odzywając się słowem. Młodzież zaopatrzona w słuchawki stuka równo w swoje smartfony. I tak sobie wspólnie milczą patrząc w ziemię.  
Podobnie sprawa wygląda podczas przemieszczania się po ulicy. W większych miastach wiadomo, nie spotyka się tych samych osób dzień po dniu, ale na wioskach jak najbardziej tak. Szwed znalazł i na to metodę. Spuszczone głowy!!Żeby na raz, dwa, trzy… już! Podnieść ją do góry i z radością pozdrowić mijaną osobę gromkim HEJ! Z szerokim i rozbrajającym uśmiechem, bo Szwed jest przecież miły dla każdego. I jeszcze jedno zjawisko: Szwed przed wyjściem z mieszkania, upewnia się czy oby jego sąsiad nie robił tego samego i nie daj Bóg musieliby się spotkać na klatce schodowej! 



Żeby poznać jak żyje się ekologicznie i czysto…

W Szwecji sortuje się wszystko. Od szkła i plastiku, poprzez kartony, papier miękki, twardy i karbowany, puszki, baterie i odpadki naturalne. W każdym większym markecie znajdują się maszyny, w które można wrzucać plastikowe butelki i puszki, otrzymując przy tym zwrot pieniędzy. A jeśli się komuś nie chce sortować, to zawsze przecież może zapłacić podwójną (jak nie wyższą) cenę za wywóz śmieci. Mądrze rozwiązane.


Żeby nauczyć się od najmłodszych dbałości o higienę jamy ustnej…

Wszyscy obywatele do 18 roku życia są objęci darmową opieką stomatologiczną (zadrutować też się można gratis). W praktyce oznacza to tyle, że co roku dostaje się miły list z zaproszeniem na kontrolę. Do szkół przyjeżdżają dodatkowo dentystyczne autokary, nie tylko po to żeby sprawdzić stan uzębienia, ale też uświadomić młodzieży, że są tym, co jedzą.  Zadziwiające, z jakim zaangażowaniem 7-latki debatują nad tym, ile kostek cukru jest zawarte w mleku, a ile w soku.

Foto: Folktandvarden Stockholm



W latach 50-tych wprowadzono lördag godis, czyli zwyczaj jedzenia słodyczy tylko w soboty. I tak, co sobotę obserwujemy inwazję dzieciaków w sklepach ze słodyczami na wagę. One dobrze wiedzą, że w sobotę mają dyspensę i mogą w siebie ładować ile się tylko da.  A jeśli się ktoś zastanawia czy dzieci nie kuszą reklamy, otóż nie – reklamy (szczególnie te ukierunkowane na najmłodszych) produktów słodzonych są bardzo ograniczone i po prostu się ich nie widuje.


Żeby napić się kawy...

Kawa z ekspresu uważana jest w Szwecji za napój narodowy. Nie bez kozery, bo kraj znajduje się na 2 miejscu na świecie (po Finlandii) w spożyciu. Kawę pije się do śniadania, po śniadaniu, przed lunchem, do lunchu, po lunchu, do popołudniowej fiki, po kolacji i jeszcze jedną wieczorkiem przed snem. No chyba, że ktoś bardzo lubi, to wtedy pije się więcej. 

Foto: Dobre Projekty Sklep

Z własnym termosem chodzi się na wywiadówki, spotkania towarzyskie, na basen. Do pracy nie trzeba, bo tam już są przygotowane wielkie termosy dla wszystkich pracowników.


No, to by było na tyle. Trochę się ponaśmiewałam, trochę powytykałam, a trochę (sami przyznacie, no nie?) im zazdroszczę. Jak widać, co kraj to obyczaj, inna kultura, inne zachowania. Inaczej się na pewne sprawy patrzy. I tyle. Żadne dziwactwo. Codziennie się czegoś nowego od moich Szwedów uczę. I kręcę nosem i narzekam, żeby za chwilę przyznać rację… To jak będzie? Warto do tej Szwecji czy nie?