04 września, 2013

na niepogodę





Koniec tego dobrego. 
Wrzesień miesiącem jesiennym i odwrotu nie ma. Teraz już tylko ciemnica, deszcz i wiatr. Ameryki nie odkryję pisząc, że robi się coraz ciemniej i szarzej, słupek rtęci pikuje w dół a hulające wiatry dają o sobie znać w najbardziej nieodpowiednich momentach. Wyciągam więc powoli wełniane skarpety i przygotowuję się na najgorsze, bo do kwietnia daleko.

Na weekend planowałam prace ogrodowe i porządki, a skończyło się na grzaniu pod kocem. Do kubka mocnej kawy brakowało mi tylko czegoś słodkiego, zrobionego na szybko.


***

Clafoutis, czyli owoce zapiekane pod ciastem. 

Oryginalnie nazwa dotyczy wyłącznie wersji z wiśniami, a wszelkie pochodne to Flaugnarde. Oba pochodzą z XIX wiecznej Francji.

Nasze klafutki były przygotowane w kokilkach (żeby się wygodnie na pół-leżąco jadło), na bazie sezonowych owoców - brzoskwiń.



Inspirowałam się przepisem Gordona Ramsaya (BBC Good Food).

Co potrzebujemy?

2 dl mąki migdałowej
1,5 dl cukru trzcinowego
3 jajka + 4 żółtka
3,5 dl kremówki
1 szczypta soli
6-8 brzoskwiń
cukier puder do wykończenia

A tak przygotowujemy:

Piec nastawiamy na 180°C. Owoce kroimy w ósemki i układamy na dnie naczynia. Wszystkie składniki na ciasto dokładnie mieszamy i zalewamy foremki.  Pieczemy około 20 minut. Podajemy ciepłe, oprószone cukrem pudrem.