24 września, 2013

sila




  Zawsze najgorsza z w-fu, ostatnia wybierana do gry w piłkę, gruba i powolna... Te sprawy siedzą głęboko w psychice i skutecznie zniechęcają. Tak było i ze mną.
***

Zanim zdecydowałam się na ten najważniejszy, pierwszy krok, przeczesałam wzdłuż i w szerz internet w poszukiwaniu leku na całe zło, pocieszyciela, wybawcy, sposobu na lenia. Chciałam dowiedzieć się wszystkiego na raz, przygotować się na najgorsze no i oczywiście – ułatwić sobie sprawę. Oszukać samą siebie, napiszę wprost.
Jak bardzo mało wiem, przekonałam się po pierwszym przebiegniętym kilometrze, przy zetknięciu z „ogrrrrromną górą”. Była złość, łzy i rozpacz. Wstyd przed sobą samą. Kilka miesięcy później sama z siebie po cichu drwię, o naiwności…Wiem, że to dopiero początek mojej wędrówki ale wiem też, że nie chcę się poddać. Biegnę. Biegnę w deszczu, w ciemnościach, w zmęczeniu. Odcinki które pokonuję są krótkie, bo do 5 km. Docelowo chcę przebiec 10. Z dumą i uśmiechem. Ze łzami szczęścia i przekonaniem, że znów dałam z siebie wszystko. A najlepszym mobilizatorem jest powtarzane jak mantra motto mojego O.

/ Siła siedzi w głowie, nie w nogach. /