15 listopada, 2013

szwedzkie smaki - vörtbröd



O tym, że teściowa mi się „udała” pisałam już nie raz, bo faktycznie babka w dechę. Ale nie tym razem. Pomimo wielu próśb, podchodów i zapytań mimochodem, przepisu na swój tajemny wypiek podać mi nie chciała. Uparła się i już. Nie, bo nie i koniec kropka.


Po rozmowie z moim O. wiem już co i jak, a przede wszystkim dlaczego tak jest. Przepis jest strzeżony (szafy pancernej nie widziałam, ale może tam właśnie leży ta tajemna receptura) z prostego powodu – piecze go tylko raz w roku i chce żebyśmy za nim zdążyli zatęsknić i wspominali że taki chleb to tylko u Niej. I w sumie ma kobieta rację. Niech będzie. W każdym razie przepis (nie teściowej) mam i chleb (nie byle jaki) upiekłam.



Vörtbröd to typowy szwedzki chleb świąteczny. Tym, co odróżnia go od wszystkich innych wypieków jest szczególny skład. Do wyrobu ciasta używa się bowiem ciemnego piwa typu porter lub bezalkoholowego odpowiednika w postaci julmustu. Szczególnego aromatu dodaje mieszanka przypraw, m.in. goździków, cynamonu, imbiru, kardamonu oraz rodzynek, ale to słód jest składnikiem który nadaje mu specyficznego, bo słodkiego charakteru. W dawnych czasach, kiedy cukier był produktem deficytowym, była to jedna z lepszych metod na słodzenie chleba. Tradycyjnie vörtbröd wypiekało się w okolicy większych świąt, tzn. Wielkanocy czy Bożego Narodzenia, przy okazji warzenia piwa. Aby wypiek się udał, podczas przygotowań należało być radosnym, a żeby zapewnić prawidłowe wyrastanie drożdżom zalecano ściągnąć spodnie i ułożyć je na dnie naczynia. Możecie się zatem domyśleć jakie ilości chleba przygotowywano!


Zdaję sobie sprawę, że część składników może być dla niektórych niedostępna, ale od czego są kuchenne doświadczenia? Może się przecież okazać, że wymyślicie nową wersję tego starego klasyka. Niech nie zmyli Was jednak znajomy wygląd chleba, brytyjski malt loaf czy znany i lubiany chlebek turecki. To nie jest ten sam chleb. Przygotujcie swoje kubki smakowe na szczególną przygodę, bo takiego jeszcze nie jedliście!



Przepis na 2 spore bochenki lub 3-4 mniejsze (można mrozić).

Co potrzebujemy:

50 g masła
33 cl julmustu*
33cl ciemnego piwa (typu porter)
0,5 dl syropu chlebowego*
100 g drożdży
3 dl rodzynek
1,5 łyżki soli
2 łyżki suszonej skórki gorzkiej pomarańczy (mielonej)
1 łyżka imbiru (mielonego)
1 łyżeczka cynamonu (mielonego)
1 łyżeczka goździków (mielonych)
22 dl (ok.1,2 kg) mąki typu rågsikt*

*julmust okresowo można kupić w sklepach IKEA lub ewentualnie zastąpić kwasem chlebowym

*syrop chlebowy od zwykłego golden syrup różni się tym, że zawiera ok. 30% słodu. Moim zdaniem można go zastąpić melasą lub miodem o wyrazistym i ostrym smaku (np. gryczanym).

*mąka rågsikt to mieszanka 60% mąki pszennej i 40% mąki żytniej

A tak przygotowujemy:


Masło roztapiamy w rondelku i dodajemy julmust, piwo oraz syrop. Mieszanka powinna mieć 37°C. Drożdże rozdrabniamy w dużej misce i powoli zalewamy płynem, aż do całkowitego rozpuszczenia. Dodajemy stopniowo mąkę, przyprawy, sól i rodzynki. Wyrabiamy około 10 min, przykrywamy i pozostawiamy do wyrośnięcia na ok. 1 godz.


Piekarnik nagrzewamy do 200°C. Na blasze układamy papier do pieczenia. Wyrośnięte ciasto odpowietrzamy i formujemy z niego podłużne bochenki. Za pomocą pędzla smarujemy delikatnie wodą i odrobiną syropu. Układamy w dolnej części pieca i pieczemy ok. 40 min, do uzyskania złocistego koloru. Studzimy na kratce.



Chlebek zaleca się zawinąć w lnianą ściereczkę i tak właśnie przechowywać. U nas pierwszy rozszedł się prawie cały przed zakończeniem wieczoru. Dwa zamroziłam żeby za kilka dni zjeść znów świeżutki.