25 listopada, 2013

trochę inny post




No to się zaczęło rozświetlanie. Sklepy, ulice, okna w domach, wszystko miga i połyskuje.  
Nawet mnie, która nie czekała długo i jak opętana od miesiąca zaśmieca blogosferę tym świątecznym chłamem, podobało się tylko krótką chwilę. 
Serio, drażnią mnie te światełka. 
W domu zapalę sobie co chcę a zgasi mi czasoodliczacz ale w sklepach, sorry Winnetou, nie ma sposobu.
A do tego, sezon na świąteczne piosenki zbliża się nieubłaganie. 
I będą grali "Tänd ett ljus", tak samo jak wszędzie grają „Last Christmas”. 
Kilkanaście razy dziennie i nie waż się zmieniać stacji bo Ci jeszcze dowalimy „All i want for Christmas is youuuuuu….”


Lubię świąteczne wyprzedaże, ok, świąteczne naciąganie na podwójne zakupy, lubię jak pani ekspedientka w czerwonym sweterku miło się uśmiecha i życzy miłego popołudnia ale nie lubię kiedy muszę czuć się niewygodnie płacąc rachunek.
Kilka dni temu zostałam zapytana, czy do rachunku doliczyć datek na pomoc dla Filipin. 
Odmówiłam ale było mi głupio. Głupio przed samą sobą i przed tą właśnie miłą panią. Nagle okazało się, że mina jej zrzedła i stała się jakaś taka zimna. 
To ja się teraz pytam czy pracownicy tego sklepu dostają prowizję od wyszarpanych darowizn? I czy to jest normalne, że człowiek ma w obowiązku rozdać swoją pensję na datki dla potrzebujących? I ostatecznie, czy mogę sama zadecydować o tym, co komu, kiedy i dlaczego?

Wychodząc ze sklepu pomyślałam o wspomnianej piosence, pomyślałam, że tak właśnie wielkie korporacje żerują na ludzkich uczuciach, bo kiedy jak nie w okolicy świąt, najlepiej rozbudzić w człowieku chęć pomocy, dzielenia się, dawania…

Poczucie wstydu i współczucia rozbudziła we mnie z pewnością. I zmusiła do rozmyślań.
Bo czy ktoś martwi się dziś zarośniętym bezdomnym, który jeśli nie zje talerza ciepłej zupy jutro może się już nie obudzić? Nie! Czy kogoś obchodzi los szesnastolatki, która żeby zapewnić swojemu młodszemu rodzeństwu kanapkę do szkoły (i ukryć pijaństwo rodziców) sprzedaje swoje ciało? Nie! Czy ktoś pomyślał o tym małżeństwie z małymi dziećmi zza ściany, którzy biorąc kredyt we frankach mieli wielkie marzenia a teraz nadsłuchują kroków komornika? Nie! 
Nikt im nie pomaga, nikt o nich nie myśli. 
Strasznie potrafi doświadczyć nas życie, fakt, jutro możemy zostać bez dachu nad głową. 
ALE! 
Jeśli innych nie poinformują o tym media, nikt się nie dowie, nikt się nie przejmie. 
Dlaczego kiedy czegoś bardzo potrzebujemy, nagle okazuje się, że jesteśmy sami, że nikt nas nie widzi?



Jestem w kropce. Jest mi z tym źle. 
Ale przynajmniej z siebie wyrzuciłam.