13 grudnia, 2013

burak w trzech aktach




Tak, to będzie zbrodnia doskonała. Zamach. Frotowym skarpetom do sandałów mówię stanowcze nie! Biada tym, którzy chcą klaskać w samolocie i klepać kelnereczki po tyłkach. Koniec, poskramiamy buraka.


Ta historia wzięła początek dobre pół roku temu. Wtedy zostałam poproszona przez Fidrygaukę o przepis na sałatkę buraczaną. Bo jak wiadomo, Szwecja burakiem płynie. A raczej śledziem ale dziś o śledziach ani mru mru. I nie byłoby problemu gdyby nie fakt, że my właściwie świątecznej sałatki z buraków nigdy nie robimy, tylko jak już to kupujemy raz na rok gotową. Tak, zwykła taką, nafaszerowaną sztucznymi barwnikami i całą tablicą Mendelejewa. Procent buraków w sałatce 35. Cała jedna trzecia i jeszcze trochę. Wow…

Temat wisiał sobie gdzieś tam w eterze i czekał na dobry moment. No i oczywiście zapomniałam, bo jakże inaczej. Ale nie, nie ma „letko”. Fidrygauka się przypomniała, klamka zapadła, jak mus to mus (nie że przy-mus bo ja zawsze chętna na nowe żarła), robimy sałatkę. No i się zaczęło. O. oczywiście nic nie wie, bo przecież nigdy nie robimy. A mama kupuje. To se złotko sama szukaj. Tak więc zaczęłam szukać i bardzo dobrze, bo przynajmniej się czegoś nowego nauczyłam i post jest.

                                                                          ***


Sałatki będą trzy bo: na początku nie mogłam się zdecydować którą wybrać, potem stwierdziłam że jak się brudzić to za jednym razem, a na końcu O. zaoferował się do pomocy, więc trzeba było wykorzystać wolne moce przerobowe.



W głosowaniu w składzie S (młoda), N (trochę starsza młoda), K (ja) i O (on) wygrała ( tam ta ram tam tam… fanfary) sałatka z oliwą truflową, drugie, równie zaszczytne miejsce zajęła standardowa wersja z ogórkiem kiszonym i ostatecznie po dłuższej dyskusji (było blisko do ex aequo – tak właśnie się to pisze, znalazłam sobie na Wikipedii, żeby nie było ;) ) na trzeciej pozycji uplasowała się sałatka z imbirem. A dlaczego to tak? Przedyskutowaliśmy.

Miejsce pierwsze –  sałatka z oliwą truflową. Powód jest banalny. Szczególny smak trufli i ciekawe połączenie z miodem. Ona jest po prostu dobra. Inna. Taka, że chce się dokładkę. Bezdyskusyjnie pierwsze miejsce.

Miejsce drugie – sałatka z ogórkiem kiszonym. Tu zadecydowała klasyka smaku. Nadal delikatna ale jednocześnie lekko kwaskowata nuta, prostota, znany i lubiany smak. Do wszystkiego.

Miejsce trzecie - sałatka z imbirem. Pomimo tego że ostatnia w klasyfikacji, zdaniem O. idealnie sprawdzi się w akompaniamencie świątecznej szynki. Sałatka jest intensywna w smaku, ostra i wyrazista. A na drugi dzień jeszcze lepsza.


I teraz tak. Jeśli ktoś z Was zdecyduje się na wyprodukowanie którejkolwiek z powyższych, proszę, błagam wręcz o opinie. Wspólnymi siłami stwórzmy sałatkę cudo. Naszego narodowego buraka na emigracji. A co, mówią przecież ciągle, że to blogosfera wytycza nowe kierunki. Może się przecież zdarzyć, że jakieś całkowicie niepasujące z pozoru składniki okażą się eksplozją smaków i aromatów! To jak, będziecie testować?