03 stycznia, 2014

co zrobic zeby biegac chciec czyli mierz sily na zamiary




Nowy rok, nowe wyzwania, dalekowzroczne plany… Za rok o tej porze… Do lipca koniecznie… A tak gdzieś w okolicach piątego stycznia (po całym jednym podejściu) rezygnujemy. Bo pada, bo zimno, bo buty nie takie, bo milion innych powodów. No i przede wszystkim – bo mi się nie chce. Strasznam i grubam to czipsika na pocieszenie sobie zjem. I heja na kanapę! Dlatego też dzisiaj post z serii nie znam się to się wypowiem. Widziane okiem naszym, w osobach dwóch, czyli O. i mojej.

***
Przygodę z bieganiem zaczęliśmy w lecie, czyli jakieś pół roku temu. Temat ruszałam już TU a od tego czasu dużo zdążyło się zmienić. Na lepsze naturalnie. Podczas naszego pierwszego biegu w nowym roku naszły nas takie właśnie myśli. Dyskusja (sapanka) zaczęła się właściwie przy niby-interwale (próbowałam O. dogonić / przegonić / pościgać się troszkę) jak to początkowo wyznaczałam sobie krótkie cele. I od tego zaczniemy już zawartość posta właściwego.


Co zrobić żeby nie poddać się w noworocznym postanowieniu: Będę biegać

- Nie zakładaj, że wszystko na pewno się uda. Nie planuj zdobycia Mount Everest w pierwszym tygodniu. Z doświadczenia (krótkiego bo krótkiego ale jakieś tam jest) stwierdzamy, że lepiej nie planować trudnych i długich tras. Idź na spacer i znajdź sobie taką, która nie będzie wyglądała jak wielka zabłocona góra z przeszkodami. Trzy km na dzień dobry starczy. Bądź dobry dla swoich stawów i mięśni! Nie nadwyręż ich pierwszego dnia, bo zrezygnujesz po pierwszym podejściu.

- Nie inwestuj w niepewne. Ja wiem że wyprzedaże i jakoś trzeba wyglądać (oh really?). Buty 3 stówy, spodnie stówa, bluza stopięćdziesiąt. A gdzie inne absolutnie niezbędne gadżety? No dobra, buty może warto mieć ale umówmy się, nigdy nie wiadomo czy się nam nie odechce. Stare trampki też będą dobre na początek.  Ja swoje biegusie kupiłam po 3 miesiącach. Tak późno bo… patrz powyższe. Dobrze mieć sportowy stanik. Wszystkie inne termo, mikro i spandex „autfity” zostawiam do indywidualnego rozpatrzenia. Znaczy się i bez nich pobiegniecie.

- Ściągnij sobie program na komórkę. Net zawalony jest wręcz darmowymi appami dla biegaczy. Te najbardziej popularne to endomodo czy runkeeper. Zmierzy Ci czas, obliczy długość trasy i przypomni o kolejnym razie. No i ten fejm! Po kilku lepszych razach pokaże Ci się puchar z najlepszym czasem to zrobisz zrzut ekranu i na fejsa ;) Motywacja w każdym razie jest i działa bardzo korzystnie.

- Tak więc jesteśmy mniej więcej przygotowani na pierwsze wyjście. Idziemy do drzwi, a tu… jesuuu pranie, gotowanie, sprzątanie, dzieci, mąż, żona, babcia… Uwierz, przez pół godziny bez Ciebie przeżyją, nie umrą z głodu ani nie skoczą przez okno z tęsknoty. Pół godziny.  Najtrudniejszy moment z całego biegania to krok przez próg.

Foto: bieganie.pl

- Dobrze jest mieć ze sobą poganiacza, tresera, kompana… Najlepiej takiego który się nie obrazi o te wszystkie przekleństwa które za chwilę z siebie wyrzucisz. W wypadku braku w/w osobnika, klnij pod nosem. Serio, fajnie jest się motywować nawzajem. Dziś nie możesz Ty, jutro On. Pomarudzicie trochę i wychodzicie razem.

- No to zaczynamy. Powoli, nie napinaj się, nie pokazuj sąsiadom że jesteś zawodowcem (jeszcze przyjdzie na to czas). Nie zmęcz się całkowicie na pierwszych 200 metrach. Powoli. Do najbliższej skrzynki pocztowej, do znaku drogowego, do tego drzewa na rogu, byleby przez mostek. Wyznacz sobie cel. Bliski cel. Zwolnij, jeśli się zasapałeś ale nie przestawaj się ruszać. Nawet jeśli będzie to tępo ślimacze, szuranie i „ ja przecież nawet nie biegnę”!! Szybki marsz jest w takich momentach zbawienny. Ciśnij do przodu. Odpoczniesz za chwilę w domu.

- Nie myśl o tym że biegniesz, że ciężko i trudno… Myśl o czymkolwiek byle nie o bieganiu. Wiele osób biega z muzyką na uszach żeby się „wyłączyć”. Próbowałam, wkurzają mnie te wszystkie kable, dzyndzoły, połączenia, słuchawki wypadają z ucha… Jestem na nie. O. też. Ale jak kto lubi to niech mu tam Rijana albo inna Bijonse wyje w ucho.

- Ufff… przebiegłam już chyba z kilometr!!! Super, teraz jeszcze jeden, a potem następny. A za trzy minuty będą już tylko dwie proste i jesteśmy na miejscu. Nie wiem jak to działa (pewnie jakaś psychologia w tym jest) ale w drodze powrotnej biegnie się jakoś lżej. Fakt oczywisty, ciało jest rozgrzane ale mnie o duszę chodzi… Na sercu lżej i człowiek jakby szczęśliwszy.

- No!! Pierwszy bieg za nami. Jutro pewnie będą trochę boleć nogi. Nic tam, pochwal się znajomym. Bądź dumny! Opowiedz, że było fajnie. Że ciężko owszem, ale pierwsze koty za płoty. Jak już zaczniesz się innym spowiadać to i wycofać się będzie trudniej. No i może przy okazji znajdzie się ktoś kto będzie chciał się przyłączyć?

- Minął dzień odpoczynku, plan wcielony w życie, dzisiaj znów należałoby się ruszyć. Kiedy tak mi się nie chce, tyle roboty, ciemno, zimno, pada… A tak milusio mi tu się leży… Nie pocieszę jak napiszę że w lecie gorąco i żar leje się z nieba. Też źle. Najważniejsze pokonać lenia. Spowoduj żeby było Ci wstyd, że poddajesz się tak łatwo. Miej wyrzuty sumienia, a co, w końcu żeby leżeć trzeba najpierw się poruszać. Jakie to uczucie kłaść się spać z myślą zrealizowanego planu! Wczoraj, dzisiaj, nawet na jutro. Zaplanuj, obiecaj sobie.

- Wracaj na tą samą trasę. Zrób dokładnie tak samo jak poprzednim razem. I obserwuj co się dzieje. Tam gdzie dwa dni temu był marsz pojawia się trucht. Góra jakby mniejsza. No dobra, góra ciągle ta sama ale jest lżej. Obiecuję, że za tydzień będzie znacznie łatwiej, za miesiąc jeszcze lepiej, ee… za miesiąc będzie już dłuższa trasa! Bo obecną będziesz przebiegać już całą.

- Sprawdzoną (podobno) metodą jest ułożenie sobie planu bieganiaZobacz na czym sprawa polega. My nie stosowaliśmy tych metod bo O. bez problemu robił wszystkie dotychczasowe odcinki, więc to On był moim planem. Mobilizował mnie krótkimi „celami” o których wyżej.

- Wprowadzenie „nawyku” (jakiegokolwiek) zajmuje przeciętnemu Kowalskiemu średnio około miesiąca. Daj sobie ten czas, pozwól żeby organizm się przyzwyczaił do głodu endorfin!! A jak już w to wejdziesz, nie przestaniesz. Obiecuję!!! I pamiętaj:



 Amen :) A teraz zakładamy buciki i...