20 stycznia, 2014

nie taki szwed piekny jak go maluja




Nie pierwszy raz się zdarzyło, że z małego pytania rzuconego mimochodem powstaje dyskusja. Całkiem bezmyślnie i w formie żartów, powtarzaliśmy sobie cały sobotni wieczór, że czarna konturówka jest wyznacznikiem dorosłości w Szwecji. Czternastolatki wyglądające jak własne matki z przemalowanymi twarzami i wysoko niesioną głową były tylko pretekstem do rzuconego przeze mnie pytania: 

„Co według Ciebie jest najbardziej szwedzkie?”
Pytanie zadałam czterem osobom czystej krwi skandynawskiej. Celowo piszę skandynawskiej nie szwedzkiej, jako że teść jest w jednej czwartej Duńczykiem.
Mieli odpowiedzieć krótko i zwięźle, zawrzeć wypowiedź w jednej myśli. Oto, co odpowiedzieli.

1. Wybaczamy i przepraszamy nad wyraz dużo. Za dużo.


2. Na każdym kroku organizujemy kolejki. Nie wpychamy się, czekamy na nasza kolej. Pobieramy bileciki i grzecznie czekamy.


3. Jesteśmy szczerzy, nie oszukujemy i nie kradniemy nawet wtedy, kiedy jest ku temu okazja i możliwość.

4. Nie wypowiadamy się, kiedy to niepotrzebne. Jeśli nie znamy zbytnio odbiorcy, siedzimy cicho. Nie mówimy nic, kiedy nie mamy nic mądrego do powiedzenia. Po chwili… Nie, to nieprawda! (śmiech)


Ten krótki epizod z życia rodziny zaserwowałam „na żywo” na facebookowym fanpage'u. Reakcja była jak najbardziej oczekiwana, właśnie w takiej formie. 
Dla mnie również wypowiedzi Szwedów o Szwedach były co najmniej lekko naciągane. Z drugiej strony jednak, jak mówić o sobie jak nie w superlatywach? Dlaczego niby nie podkreślać swoich pozytywnych cech, które owszem ma każdy, czasem ujawnia, ba! czasem nawet stosuje na co dzień.


Pewnie, możecie powiedzieć, co ona tam wie? A no niewiele, chociaż wystarczająco dla mnie. Mieszkam na wsi (wsi spokojnej, wsi wesołej). Jak chcę, wsiadam w samochód, pociąg czy samolot i jadę sobie do wielkich aglomeracji.

Pytanie tylko czy chcę? Czy brakuje mi tego międzynarodowego gwaru z rinkebysvenska, chamstwa, niechlujstwa i pośpiechu?  Biedy, żebraków, bezdomnych i złodziejstwa? Szarych i smutnych ludzi. Bo tacy wbrew panującej opinii w Szwecji również są. 
Tak jak w dyskusji napisała K, bywają zakłamani i sztuczni. Sama stwierdzam często, że ubrani w „ładny papierek”. Nie tak otwarci i tolerancyjni. 
Tak samo jak w Polsce, Brazylii czy Maroko. Ludzie są różni i tu nie możemy generalizować. Istnieją ludzie z blokowisk i ludzie w eleganckich kamienic. Kolesie w kapturach  i eleganckie damy z pieskami. Krystalicznych brak!

Ale jeśli mamy wybór, czemu nie wybierać tego, co odpowiada nam bardziej? Zawsze możemy chociażby spróbować odciąć się od gangreny i żyć swoim życiem, tak jak chcemy. I mówić o sobie dobrze.

Szwecja nie jest, chociaż czasem bywa, krajem jak z folderu reklamowego. Państwo socjalne, które pomaga mieszkańcom, ułatwia start młodym, kraj zawsze uśmiechniętych i zadowolonych z siebie osobników. Z darmową służbą zdrowia i rozbudowanym systemem pomocy. Witamy w raju! Otóż nie.

Za życie czy tu czy gdziekolwiek indziej, trzeba płacić. Za darmo, to można ewentualnie dostać po ryju, a nawet na to trzeba sobie często zasłużyć. Za każdą wizytę lekarską słono koszą, bezrobocie to nie jest obcy i nieznany zwrot. Jutro możesz zostać okradziony i pobity. Bądź gotów. I nie żebym wymyśliła to sama. Sami Szwedzi nie twierdzą inaczej. Nie zawsze życzą sobie dobrze. Przyznają, że są zawistni i źli. Zazdroszczą i życzą najgorszego, szczególnie jeśli jesteś emigrantem.


Czytam czasem blogi i wypowiedzi innych polaków mieszkających w Szwecji i szczerze, nie zawsze się zgadzam. Żyje sobie na mojej pięknej zielonej wsi, otoczona lasami, jeziorami i dzikim zwierzem. Spotykam miłych i sympatycznych ludzi, którzy w dużej większości są rdzennymi mieszkańcami. Bezkonfliktowo. Na kontakty w „wielkim światem” decyduję się wyłącznie kiedy muszę, a że za dużo nie muszę, to żyję sobie tu i tak mi dobrze. W mojej mydlanej bańce, która może kiedyś pęknąć. Mam tego pełną świadomość. Ale nie będę nikomu wciskać kitów, że życie w Szwecji jest bajką, bo nie jest. I nie będzie.

Po co to wszystko piszę? Po to żeby się wygadać i też pokazać, że nie wszystko jest tylko czarne lub białe. Granice dobra i zła już dawno się zatarły.

Czuję się trochę jak dobrze najedzony bobas, który poklepany w plecki beknął sobie głośno i zdrowo ulał. A że ulał na świeżo wypraną, śnieżnobiałą koszulę dobrej jakości, plama jest nawet bardziej widoczna niż na zwykłej szmacie z sieciówki.