08 kwietnia, 2014

moje uzależnienie - paski




Nie zdarza mi się często popełniać postów stricte modowych, takich zupełnie od siebie… żadne tam relacje z wybiegów. Dzisiaj kładę się na kozetce jak u psychoanalityka, bo chcę Wam opowiedzieć o pewnym stwierdzonym skrzywieniu. Po kolejnych udanych zakupach wnioskuję, że stan się pogarsza bo oczy ciągną w jednym już tylko kierunku…


Uwielbiam takie zestawienia. Czysta biel, mocny granat i dodatki. Mogą nawet być czerwone, chociaż za nim nie przepadam. Jaki się człowiek porządny od razu robi. I się prostuje i ładnie idzie. To nie jest odkrycie sezonu, to nie jest nowa moda, to nie jest jakiś szczególny trend. Paski były modne przecież zawsze. Odkąd pamiętam, zawsze miałam w szafie coś pasiastego. Biało granatowo pasiastego. Marynistycznego, na lato. Kwintesencja stylu niezależnie od wieku. I już nawet zdarzyło mi się o tym wcześniej pisać



Jak można właściwie nazwać taki styl? Preppy style? Może paryskim szykiem? W spodniach i na płaskim obcasie czy w męskiej koszuli i cygaretkach a nadal kobieco. Z czerwoną szminką. Na co dzień i na nie-codzień.  Prosty a jednocześnie elegancki, na luzie, ale z umiarem. Praktyczny. Przy dzieciach, pracy i braku czasu – idealny. Czego nie chwycisz to pasuje. Do zestawienia z jeansami albo beżowymi chinosami. Byle nie przesadzić. Taki klasyczny zestaw zadziała lepiej niż przekombinowane sprzączki, klamerki i spineczki. Plus do tego fajna skórzana torba. Koniecznie duża!
Pasjami kolekcjonuję zdjęcia na pintereście z paskowymi stylizacjami, w szafie uzbierała się też  pokaźna kolekcja od spodni i spódnic poprzez sukienki, koszule, koszulki, bluzy… w granacie, w bieli, w paski… I tak na okrągło. Prześladują mnie jednym słowem.  Kilka dni temu wyciągnęłam karton z wiosenno-letnimi marynarkami. I uśmiechnęłam się do siebie. Pierwsza, jaką chwyciłam była granatowa. Nie mogło być inaczej.