23 kwietnia, 2014

prace ogrodowe (del 1)



Wiosna rozhulała się na dobre, a to oznacza tylko jedno – sezon prac ogrodowych uważamy za otwarty. Dzisiejszy post dla większości może okazać się po prostu nudny i zbyteczny, ale zaraz tłumaczę sens tej paplaniny. Przygotowanie gruntu pod skrzynie warzywne jak się okazało, nie jest takim sobie hop siup a ciężką i mozolną pracą. Piszę dla potomnych, może kiedyś komuś się przydać… Piszę również dla nas żeby do tematu za jakiś czas wrócić i podsumować, sprawdzić krok po kroku gdzie popełniliśmy błędy (bo to też należy wziąć pod uwagę) i wyciągnąć wnioski na przyszłość.


Tu na razie jest ściernisko ale będzie San Francisco…

Temat zagospodarowania „tyłów” ogrodu podejmowaliśmy w domu wielokrotnie. Miejsce niezbyt atrakcyjne wizualnie, na samym końcu działki, pod płotem i linią graniczną. Marny wygląd ratowały kwitnące i owocujące latem czereśnie i czarny bez, co nam jednak po wyglądzie skoro ciężko było się do nich dostać. Drabina chybotała, pokrzywy kuły nogi i właściwie byliśmy już o krok od zniechęcenia.
W zeszłym roku na wiosnę zdecydowałam że biorę sprawy w swoje ręce i zaczęłam dłubać w dosyć wysokim już kompoście (tak, kompost też tam był!). Starą, przerobioną ziemię ze spodu klepiska podsypałam na rabatach i pod krzakami owocowymi (trochę tego było), resztę odplewiłam i finalnie zlikwidowałam wielką furę, naturalnych bo naturalnych ale nadal śmieci.  Murek i stertę kamieni, oddzielający owy kompostownik od reszty „buszu”, który został uformowany przez poprzednich właścicieli zostawiłam, bo do końca nie mam na niego pomysłu a nie najgorzej w tym miejscu wygląda. Trochę tak rustykalnie, wiejsko i starodawnie. Robi ciekawy letnio – sielankowy klimat, przynajmniej ja tak przychylnie na nie patrzę (trochę z lenistwa i braku pomysłu). Liczę, że z czasem na coś wspólnie wpadniemy. Ponadto planujemy w przyszłości odgrodzić się trochę od świata i postawić zamiast obecnego płotka (w tej chwili na tej wysokości działki leżą jedynie drewniane belki) wyższą ścianę z cienkich listew. Plany w głowach powstały na samym początku, od razu po remoncie domu, na razie niezaliczone do tegorocznych realizacji.

Kolejnym krokiem porządkowym było przywrócenie do życia dwóch dużych wydzielonych kantówką sadowników, które przez lata nieużytkowania (tak zakładam) zdążyły zarosnąć trawą i chwastami. W pierwszej, największej zasadziliśmy jeżyny, a w kolejnej wysialiśmy warzywa. Warzywka ku naszej rozpaczy zostały w większości pożarte przez czarne ślimaki.  Wtedy puściły mi nerwy. Ustaliliśmy z O. że za rok (czyli teraz) bierzemy się za poważne zmiany i robimy porządek. I tak też się stało. Kilka tygodni temu zaczęliśmy przygotowania gruntu pod nowe skrzynie warzywne. Poprzedni warzywniak został zlikwidowany, wykopałam (osobiście ha!) kafle i przekopaliśmy kawał ziemi żeby sobie pooddychała przed kolejnymi zabiegami i ułożyła się na nowo.

Jako zabezpieczenie przed dzikimi kłączami traw i innych chwastów nasze „poletko” zabezpieczyliśmy również matą. Ta z kolei została przykryta warstwą oczyszczonej ziemi. W tym miejscu ułożyliśmy cztery duże skrzynie, do których mam nadzieję nic już poza dorodnymi plonami się nie dostanie. Zanim to jednak nastąpiło, ściany wewnętrzne każdej ze skrzyń zostały wyściełane folią zabezpieczającą. Następnie skrzynie zostały ułożone i uzupełniliśmy je ziemią (na razie do połowy żeby trochę osiadła), a pozostałe obszary ponownie przykryliśmy kostkami trawy.


Kolejne prace rozkładamy na wolne weekendy i powoli dłubiemy. Do wysadzania pozostało jeszcze kilka dobrych tygodni ,więc planowo powinniśmy zdążyć. Temat będę naturalnie w miarę postępów kontynuowała aż do letnio-jesiennych zbiorów. Temat w czytaniu i śledzeniu nudny jak cholera ale cieszę się niesamowicie na to co dopiero przed nami. Trzymajcie kciuki!

Ciąg dalszy nastąpi…