17 czerwca, 2014

prace ogrodowe (del 3) - zbiory




Niech ktoś zgasi światło! Do napisania tego posta zbierałam się dwa tygodnie. Tik, tak, tik, tak…

Wówczas, przy pierwszym zbiorze radość moja była niesamowita, ależ wszystko pięknie wschodzi, jakie słodziutkie maleństwa. Na dzień dzisiejszy nie wierzę własnym oczom. Naprawdę nie sądziłam, że narośnie tego aż tak dużo!  Mogę sobie jedynie pluć w brodę za to, że nie wpadliśmy wcześniej na genialny pomysł zagospodarowania skrzyń warzywnych. Przecież to taka wielka różnica. Ziemia nagrzewa się o niebo lepiej, nie atakują nas (z małymi wyjątkami latających samosiejek) żadne chwasty, ilość czarnych zmór ograniczyła się do minimum, jednym słowem idealnie.


Takiej ilości rzodkiewek, szpinaku i rukoli wcześniej w domu nie mieliśmy nigdy. No i ten komfort, chcesz na śniadanie rzodkiewkę do twarożku? Wychodzisz jak stoisz i masz, natychmiast. Walka o żywą sałatę w sklepie? Już nie trzeba, tam rośnie świeżutka. Kocham ten stan!  


Co zmieniło się od poprzedniego razu? Wysiewanie następowało stopniowo, od najwcześniejszych rzodkiewek poprzez sałaty i marchew do buraków, cebuli i pietruszek. W kolejnej serii wysialiśmy fasolę i ogórki, które potrzebują więcej słońca i ciepła.  Co do ostatnich na wielkie plony nie liczę chociaż po cichu mi się marzy – może się uda.
Codzienny przerób większej ilości zielska sprawia, że sięgamy w nowych kierunkach i testujemy różne zestawienia. Szpinaku nie lubiłam z prostego powodu, był zawsze serwowany w ten sam obrzydliwy sposób, gotowany i w postaci lejącej się brei. Nie dziękuję. Nawet Popeye nie był w stanie mnie przekonać. Jedno z tych wspomnień dzieciństwa na myśl których się wzdrygam.  Tak miały się sprawy do momentu, kiedy zaczęłam jeść szpinak na surowo. W formie sałatek i dodatków a później również jako składnik zapiekanek. Dalej szło już gładko, dzisiaj dumnie mogę stwierdzić lubię szpinak!

Wracając do testowania… rzutem na taśmę poszły liście szpinaku z jogurtem i ziarnami. Zobaczcie.



Co potrzebujemy:

2 ząbki czosnku
1 łyżka oliwy
2 łyżeczki ziaren fenkułu
2 łyżki łuskanych pestek dyni
150 g szpinaku
2 dl jogurtu naturalnego
1 łyżka tartej skórki cytrynowej
sól, pieprz

A tak przygotowujemy:

Czosnek obieramy i cienko kroimy na plasterki, delikatnie podsmażamy na oliwie, dodajemy fenkuł oraz połowę szpinaku. Mieszamy i krótko jeszcze raz podsmażamy. Odstawiamy do ostygnięcia. Dodajemy jogurt, skórkę cytrynową, sól i pieprz do smaku. Na koniec delikatnie mieszamy z pozostałą częścią szpinaku. Posypujemy pestkami dyni.




O takie smaczki. Mieszanka idealna na kolację z kawałkiem razowca lub na obiad w akompaniamencie łososia. 

A poza tym? 
O. nastawił trzecią porcję soku z kwiatów czarnego bzu, porzeczki nabierają koloru, maliny tworzą owoce, jabłka wielkości piłeczek pingpongowych… Pomidory! Tak to jest tegoroczne super wyzwanie, doglądamy, słuchamy się rad (dzięki Karolina!), chwalimy na instagramie (Basia jesteś?). 

To będzie pracowite lato.