02 sierpnia, 2014

Cypr (del 2) plus dodatek skandynawski



W poprzednim odcinku… Dzień chyli się ku końcowi. Zmęczeni upałem i całodzienną wędrówką po ruinach dawnego Pafos jedziemy w kierunku Petra tou Romiou. Całe szczęście, że mieliśmy ze sobą sportowe buty, strach się bać jak mogłyby wyglądać nasze paluchy i pięty po tonach kurzu, kamieni i całej tej ruinie, którą dzisiaj przemierzyliśmy. Teraz będziemy się moczyć i odpoczywać!



Z Pafos do skał Afrodyty mamy bardzo blisko, zaledwie 25 kilometrów. Jedziemy tam tą samą trasą, którą przyjechaliśmy z Ayia Napy (A6). Wcześniej, w drodze do Pafos wypatrzyłam, że jest możliwość zjazdu w kilku miejscach. Wybieramy pierwszy możliwy, żeby jak najdłużej napawać się widokiem morza - wąski pasek drogi ciągnie się zboczem wielkiego wzgórza. Dojeżdżamy. Bezpośrednio przy skałach i plaży jest parking i budki z prostym jedzeniem. Tam zostawiamy samochód i pędzimy natychmiast na plażę. Droga dzieląca parking i brzeg morza pomimo tego że jest drogą boczną, zdaje się być niebezpieczna. Nie ma żadnego oznaczonego przejścia, tylko kawałek wydeptanej ścieżki tuż za barierką. Przechodzimy (a właściwie przebiegamy), czując na sobie wzrok kilku osób.  Wtedy nie wiemy jeszcze dlaczego. W drodze powrotnej wszystko się wyjaśnia, znajdujemy bezpieczne przejście podziemne, szkoda że tak słabo oznaczone od strony parkingu.

No dobrze, ale co z tą plażą i skałami…



Nazwa w bezpośrednim tłumaczeniu oznacza Skałę Rzymianina, pochodzącą od bizantyjskiego wojownika Digenisa Akratisa, który według legendy rzucił wielkim odłamkiem skały w stronę chcących zaatakować wyspę od strony morza, koczowniczych plemion arabskich, Saracenów.  To oczywiście jedna z wersji zdarzeń, bo miejsce znane jest głównie jako skały Afrodyty, z których według podań, z morskiej piany wzniosła się najpiękniejsza z boginek – patronka miłości, piękna i płodności. To miejsce jest jednym z najczęściej fotografowanych na całej wyspie, można śmiało stwierdzić - symboliczna widokówka Cypru i zarazem jedno z najbardziej urokliwych miejsc w promieniu kilkuset kilometrów.


Z miejscem związanych jest kilka wierzeń. Według najpopularniejszego, ten kto znajdzie w tej okolicy kamień w kształcie serca, wkrótce spotka miłość swojego życia.  Przyznam, że nie był to szczególnie trudny wyczyn, bez większego poszukiwania, dziewczyny w ciągu kilku minut były w posiadaniu kamiennych serc. Albo coś jest na rzeczy…

Kolejne wierzenie mówi o opłynięciu wokół przy pełni księżyca przybrzeżnych skał. Ten wyczyn z kolei ma zapewnić nam odjęcie jednego roku z kalendarza.  Obawiam się, że niejeden śmiałek obijając się o ostre skały odmłodził się nie tylko o rok, ale i o całe życie. Chyba wolałabym być stara! 

Tu podobnie jak w Pafos spotkaliśmy się ponownie z drzewami ozdobionymi szmatkami. To sprawka samotnych kobiet proszących w ten sposób Afrodytę o wstawiennictwo w miłości i szczęściu. Generalnie okolica, a docelowo cała wyspa, ukierunkowane są przede wszystkim na postać Afrodyty i tak w Kouklia (kilka km na południowy wschód od Pafos) znajdowało się jej sanktuarium (XII w p.n.e) a w Polis (około 50 km na pn od Pafos) znajdują się źródła, w których rzekomo boginka miała zażywać kąpieli upiększających.


Siedząc tak na kamienistej plaży, zupełnie od niechcenia, raczej odruchowo, zaczęliśmy układać kamienne stożki, tak bardzo popularne w Skandynawii stentorn. I tutaj chcę na chwilę odbiec od naszej letniej wyprawy i przenieść się do trochę chłodniejszej Skandynawii. Słów kilka o owych kamykach i legendach.

***

W Szwecji kamienne stożki stawia się zazwyczaj w miejscach, do których chciałoby się kiedyś jeszcze wrócić, z którymi wiążemy jakieś miłe wspomnienia i wyjątkowe chwile.  Dawnej, szczególnie w obszarach górskich kamienne wieżyczki układało się w celu odstraszenia złych duchów ze szlaków. Dzisiaj zaznacza się w ten sposób bezpieczne i sprawdzone trasy oraz wyznacza granice pomiędzy państwami. Pomiędzy Norwegią a Szwecją oraz pomiędzy Szwecją i Finlandią na dzień dzisiejszy istnieje ponad 200 riksröse, które na mapach symbolizowane są skrótem „Rr”. Jednym z najbardziej popularnych jest Treriksröset, zlokalizowany u zbiegu tych trzech granic. Jednocześnie punkt jest najwyżej wysuniętym na północ kamiennym stożkiem tego typu. 

Na południu Szwecji natomiast, w Smalandii, ziemie które są z rodzaju piaskowych, bogate są w bardzo dużą ilością kamieni przyniesionych przez lodowiec. Na tych obszarach popularne od wielu lat są stenröse, duże kamienne sterty wykopywane i mozolnie układane przez rolników. Ich lokalizacja informuje o punktach granicznych pomiędzy polami uprawnymi.  Do kiepskiej jakości ziem trzeba było naturalnie dopisać trochę legend i tak, wg. opowiadań głównymi sprawcami zakamienionych pól byli jättar (giganci), bliscy krewni trolli, o bardziej ludzkim wyglądzie, którzy podrażnieni głośnym biciem dzwonów wiejskich kościółków i kapliczek, ze złością rzucali w ich kierunku owe kamienie.

Budowanie stożków jest dzisiaj pewnego rodzaju trendem. Spotkać je można praktycznie wszędzie, w lesie czy przy polnych drogach, jednak na kamienistych plażach ich liczebność bije rekordy popularności. Takim szczególnym miejscem jest między innymi Fårö na Gotlandii, gdzie sukcesywnie od kilku lat ustawia się je jeden przy drugim wzdłuż morskiego wybrzeża. Na nic zdają się tablice informujące o zakazie, prawie każdy odwiedzający chce pozostawić po sobie ślad.

Kamyki ułożyliśmy, marzenia realizujemy na bieżąco, a słońce za chwilę schowa się za horyzontem. Czas wracać, jutro tez jest dzień. 

Do przeczytania.