25 sierpnia, 2014

Cypr (del 3) - dwie strony Nikozji



Za oknem szaro i buro. Zimno, mokro… Jesień nadeszła w tym roku wyjątkowo szybko i niespodziewanie. O cieple i słońcu pozostało tylko miłe wspomnienie. Założę się, że nie tylko mnie nachodzą takie kocowo-jesienne myśli o zabunkrowaniu się gdzieś na dłuższy czas. Przeczekać ulewy i wichury, wypatrywać słońce, marzyć…  Dlatego też, dla ocieplenia klimatu i uciesze serca (mam nadzieję również waszych), wracam do tematu naszych tegorocznych wakacyjnych wojaży.


Jednym z punktów obowiązkowych na liście miejsc do odwiedzenia na Cyprze była Nikozja. Stolica kraju i największe miasto na wyspie. 

Miasto kontrastów. Miasto gdzie życie toczy się jednocześnie dwoma zupełnie odrębnymi torami, tak blisko a zarazem tak daleko od siebie. Miasto, gdzie mieszają się kultury, temperamenty, smaki i zapachy. Miasto muzeów, kościołów, meczetów, nowoczesnych galerii i wystaw, miasto z długą i bogatą historią.  Miasto szczególne, bo podzielone drastycznie na pół tzw. Zieloną Linią pomiędzy zwaśnionych Cypryjczyków i Turków. Miasto smutku. Miasto, którego obrazy sprawiają, że człowiek zaczyna się zastanawiać nad celami wojen i sporów.
Zabieram Was na wycieczkę uliczkami obu części stolicy, zadbanej i europejskiej południowej oraz orientalnej i pełnej kolorów północnej.


Przejście graniczne i budki kontrolne ONZ przy tzw. Zielonej Linii. Obowiązkowa kontrola paszportowa, przybijanie pieczątek i ręczne wprowadzanie danych do komputera to codzienność, od wielu już lat. Sytuacja nie tylko w mieście, ale na całej długości Zielonej Linii jest napięta, szczególnie kiedy w jej okolicy pojawiają się większe ilości turystów. Duże czerwono czarne tablice informujące o zakazie fotografowania , strażnicy i kamery. Na to wszystko znalazły sposób firmy organizujące wolne przejazdy uliczkami wzdłuż dzielącej linii. Stan pozostawionych z dnia na dzień budynków nie pozostawia złudzeń, obie strony są tu przegrane.  

Stara cześć miasta otoczona jest murami. W swojej pierwotnej formie obejmowały większe tereny, w XVI wieku przybrały formę, którą miasto przedstawia dziś i ogradzają stare miasto. To tzw. Mury Weneckie, z 11 bastionami warownymi i 80 metrową fosą.  Będąc w centrum można przypadkowo je przegapić. Fosa służy za m.in. parking i galerię, a jeden z bastionów (skwer Salomos) jest dworcem kolejowym.


Idąc od dworca w stronę starej części miasta i odbijając w prawo, dochodzimy do Ledra, głównej ulicy handlowej. Na czwartym piętrze centrum handlowego Debenhams, znajduje się punkt widokowy, z którego podobno można podziwiać panoramę miasta. Naturalnie wchodzimy. Przed nami dachy przyległych budynków i gigantyczna turecka flaga ułożona na stoku góry. Ten widok dobitnie pokazuje, do kogo należy ziemia na północnych krańcach miasta.



Po przekroczeniu „zawieszonej w czasie” linii demarkacyjnej i wejściu na tereny tureckie zauważamy natychmiastową różnicę. Uliczki oklejone są straganami z podróbkami światowych marek, warzywniakami  i rękodziełem. W tle słychać głośne rozmowy, pokrzykiwania. Jesteśmy świadkami przepychanki pomiędzy sprzedawcami, dziwne że oprócz turystów nikt nie zwraca na nich uwagi, to podobno całkiem normalne. Dochodzimy do miejskiego bazaru – zadaszonej hali gdzie oprócz stoisk typowo nastawionych na turystów są też zwykłe dla miejscowych.  Wchodzimy do sklepu ze słodyczami, turkish delight to sztandarowy symbol Turcji.  Tego nie można przegapić. Dalej stoiska z paszminowymi szalami, srebrem a na końcu zwykłe stoiska warzywne. Obserwujemy codzienność.  Stronę turecką pomimo tego, że tak ciekawą kulturalnie, odrębną i orientalną pozostawiamy z myślą o zagrabionej ziemi cypryjskiej.




Strona cypryjska oferuje nam trochę innego rodzaju rozrywki. Przede wszystkim jest spokojniej i bardziej europejsko. Ulice, pomimo tego że jest środek sezonu, są opustoszałe. Mijamy liczne kościoły, muzea, galerie i pomniki. Sami. Miasto sprawia wrażenie wymarłego i spokojnego, nie tyle cichego co smutnego.



Ze stolicy Cypru wyjeżdżaliśmy z mieszanymi uczuciami. Miasto i mieszkańcy widać że cierpią, czterdzieści lat sporu zrobiło swoje. Urosło na nim całe pokolenie Cypryjczyków i Turków, którzy po części przyzwyczaili się do panującej sytuacji, a z drugiej strony chcieliby już pewnie żyć normalnie i bezpiecznie. Podobno wejście Turcji do UE ma rozwiązać problem. Pozostaje czekać. Z drugiej strony jednak, takie połączenie dwóch odrębnych kultur i tradycji stanowi pewnego rodzaju specyficzną mieszankę, spójną całość i po ewentualnym rozejmie obecna Nikozja już nigdy nie będzie taka sama.