05 sierpnia, 2014

pieczone buraki z wloska nuta




Hej hej! Wpis na szybko, bo i doby trochę mi szkoda. Urlop zleciał jak zwykle ekspresem, to co miało zostać zrobione, zrobione nie zostało, w zamian ciało i umysł odpoczęły i nabrały sił do dalszej walki z codziennością. Baterie naładowane, choć jeszcze kilka wolnych tygodni by nie zaszkodziło. Nim się człowiek obejrzy będzie jesień, ciemno i deszcz, tak więc trzeba korzystać z chwili. Na weekend planujemy jeszcze jeden mały wypadzik, mam nadzieję że na samych planach się nie skończy. Oby!



 Wpadam dzisiaj z przepisem, który już swoje odleżał, a że jest jaki jest, tzn. rewelacyjny, to już taka samolubna nie będę i się podzielę. Ci którzy śledzą mnie na instagramie są już zapoznani z tematem, bo fociłam składniki kilka tygodni temu. Swoja drogą, wszelkiego rodzaju „szybkie” komunikatory typu insta czy FB wciągnęły mnie na tyle, że zaniedbałam całkowicie bloggera i czytam coraz mniej. Taka mała prośba, jeśli ktoś ma ochotę, proszę o pozostawienie w komentarzu namiarów na siebie na powyższe. Chętnie zaobserwuję.


Wracając do jedzenia.

Składniki, których użyłam były wypadkową zdarzeń i tak, zielone i czerwone pochodzi z ogródka, a żółte z zeszłorocznej podróży po Italii.  Takie połączenie smaków chodziło mi po głowie (języku?)  od dawna i w końcu jest, ta idealna moim zdaniem korelacja. Świeżość i chrupkość spotyka się z kremową konsystencją, a intensywny i lekko gryzący smak goryczki łamany jest słodką nutą. Zachęciłam? Działamy.



Co potrzebujemy:

młode listki buraków lub rucoli
kilka małych buraków
garść orzechów włoskich
mały krążek sera Chevre
oliwa truflowa
miód kasztanowy

A tak przygotowujemy:


Buraki myjemy i obrywamy z listków, większe dzielimy wzdłuż. Skropione odrobiną oliwy o neutralnym smaku (rzepak lub kukurydza) pieczemy około30-45 minut w 200°C. Studzimy. Na dużym talerzu układamy warstwami listki, upieczone buraki, rozdrobniony palcami ser i orzechy.  Skrapiamy oliwą i polewamy miodem.