28 września, 2014

Olandia - spizarnia Szwecji




Olandia, położona u południowo wschodnich wybrzeży kraju, jest drugą co do wielkości wyspą Szwecji. Ze stałym lądem łączy ją 6 kilometrowy most. Obszar wyspy to tereny głównie ukierunkowane na hodowlę zwierząt i uprawę warzyw. Dodatkowo w okresie wakacyjnym Olandia przeżywa oblężenie karawan, kamperów i przyczep kempingowych i zamienia się w letni kurort.

Od 1997 roku pod koniec września, na terenie całej wyspy odbywają się obchody Święta Plonów zwanego Skördefest. W wolnym tłumaczeniu można je określić rodzajem Dożynek. Przez cztery dni, w różnych miejscach wyspy swoje wrota otwierają rzemieślnicy, rolnicy i drobni producenci, zachęcając przyjezdnych do odwiedzin i poznania obszaru. W tym roku oszacowano, że w imprezie wzięło udział około 900 wystawców. Wyspę odwiedziło pewnie też kilkanaście tysięcy osób, takiego korka w Szwecji nie widziałam już długo… Ciągnął się przez ponad połowę mostu łączącego wyspę z Kalmarem.

Co jest tam tak szczególnego i powoduje, że corocznie tłumy ściągają na wyspę?

Pierwszym najbardziej zauważalnym symbolem i „magnesem” wyspy są z pewnością wiatraki. Według historyków, już w XVIII wieku było ich tam około dwóch tysięcy. Swoją popularność zawdzięczały silnym wiatrom i zapotrzebowaniu na przydomowe młyny. Podobno każdy rolnik chciał mieć swój własny! Dzisiaj pozostało ich około 350 i służą wyłącznie ozdobie. Jadąc samochodem czy na rowerach można poczuć się jak w wielkim skansenie.

Kolejnym, bardzo szczególnym symbolem oprócz kamiennych murów dzielących poletka (wyspa jest kamienista, więc materiały budowlane były na miejscu), niespotykanych roślin ( np. dziko rosnących gatunków orchidei) i czarnej fasoli (największe uprawy w całym kraju) są owce. Dogodny klimat i wapienne podłoże, a co za tym idzie dostatek traw spowodowały, że wyspa zasłynęła z ich hodowli. Produkuje się z nich wełnę, mięso oraz mleko i jego przetwory. Jeśli kiedyś natkniecie się na jakiś owczy produkt rodem z Öland, wiedzcie, że będzie on najlepszej jakości, prawdopodobnie ekologiczny i wykonany ręcznie.
Nas na wyspę przyciągnęło święto i perspektywa dyniowego szaleństwa oraz chęć zwiedzenia ruin zamku w Borgholm. I to tam właśnie rozpoczęliśmy nasz wypad.


Początki zamku to XII wiek, kiedy na terenie grodu wzniesiono 20 metrową kamienną wieżę okrążoną murem. Pierwsze wzmianki o Borgholm pojawiają się w formie pisanej w 1285 roku. Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła co oznacza nazwa. Sprowadza się głównie do lokalizacji. Borg- tłumaczone było wówczas nie jako gród czy góra ale jako strandbacke czyli zbocze nabrzeża lub högsandås wysoki piaskowy nasyp, a –holm podobnie jak w wypadku Stockholm oznacza wyspę. Wracając do wieży. Olandia, tak jak inne wyspy oraz duże obszary wzdłuż wybrzeża Szwecji były pod ciągłą obserwacją i obstrzałem wrogów. Szczególnie Duńczykom zależało na splądrowaniu, przejęciu i handlem niewolnikami. Wspomniana wieża pełniła funkcję punktu obserwacyjnego. W XVI wieku, kiedy po wieży nie było już śladu, gród przebudowano na sporej wielkości zamek, który kilkakrotnie przejmowany na zmianę płonął i niszczał, kiedy ostatecznie w 1806 roku został porzucony i stopniowo zamienił się w ruinę. 


W dzisiejszej formie pełni funkcje zabytkowe i rozrywkowe. Odbywają się w nim liczne koncerty, wystawy czy imprezy plenerowe takie jak m.in. „Dzień Owcy”.  Podczas imprezy można było nie tylko obejrzeć strzyżenie zwierząt, ale również zwiedzić z przewodnikiem ruiny, posłuchać dawnej muzyki czy nabyć produkty pochodzące od owiec.


Po części "kulturalno-poznawczej" przyszedł czas na typowo jesienne rozrywki, czyli polowanie na najpiękniejsze dynie. Będąc na Olandii daleko szukać nie trzeba, bo małych przydomowych sklepików, fabryczek z przetworami czy przydrożnych stoisk jest od groma. Dynie, z tego również słynie Olandia! Podczas gdy Skördefest  jest świętem ogólnym, tak dynie mają dodatkowo swoje własne. Pumpafestival (Festiwal Dyni) to impreza skupiająca się wyłącznie na dyniach. Zawody w różnych kategoriach, ważenie i mierzenie – tym żyją rolnicy Olandii we wrześniu. Największe ważą nawet 500 kg.

My zadowoliliśmy się mniejszymi okazami, bardziej zjadliwymi. Na pierwsze testowanie poszła dynia makaronowa, tzw. spaghetti. W porównaniu do innych gatunków bardzo delikatna w smaku ale atrakcyjna głównie dzięki swojej „nitkowej” formie. Jest bardzo prosta w przygotowaniu, świetnie chłonie aromaty innych potraw i zawiera mało węglowodanów. Polecam.


Na Olandię wrócimy na pewno, bo wczorajsza (za)krótka wizyta tylko zaostrzyła apetyt na dalsze poznawanie zakątków pięknej Szwecji.