15 września, 2014

szwecja - kraj mlekiem i miodem plynacy




Dzień po wyborach parlamentarnych w Szwecji. Wyniki głosowania leżą mi, osobie od kilku miesięcy upoważnionej do głosowania ciężko kamieniem na sercu. Mnie, od pół roku legitymującej się szwedzkim paszportem i mogącej powiedzieć jestem pełnoprawnym obywatelem tego kraju. Mogę ubiegać się o pracę w policji, sprawować obowiązki państwowe… tak samo jak mój sąsiad zza płota. Szwed. Szwed, który podczas wczorajszego głosowania oddał głos przeciwko mnie – imigrantowi.


Osobie, która postanowiła zostawić może nie wszystko ale z pewnością wiele i przeniosła się do obcego kraju. Jego kraju. Osobie, która z radością i wielkimi chęciami chłonie każdego dnia kulturę i obyczaje, dostosowuje się do wyznaczonych standardów, lubi wcześniej nielubiane, chce tu zapuścić korzenie, zestarzeć się… osobie, która poświęciła w krótkim czasie tak wiele.

Mieszkamy w małej miejscowości / wiosce liczącej około 1,5 tysiąca pełnoletnich mieszkańców. Z tych osób 14% (162 osoby) oddało głos na Szwedzkich Demokratów (SD) partię dążącą za wszelką cenę do „oczyszczenia” brudnego od emigrantów kraju. Wykopania ich bezwarunkowo na zbity pysk. Również unijnych, którzy przyjechali do pracy i płacą podatki.

Jest mi zwyczajnie przykro, spotykając tych ludzi na ulicy. Siedząc dzisiaj w pracy nie mogłam przestać o tym myśleć. Średnio, co 7 rodzic których dziecko kilkakrotnie w ciągu dnia przewijam, z którym się bawię, któremu pomagam zakładać buciki, któremu zdarza się powiedzieć do mnie „mamo”, chce żebym się spakowała i wyjechała na zawsze. I nie miała kontaktu z ich dzieckiem, z ich życiem, z ich krajem. Co ósma koleżanka z pracy, pomimo tego że pociesza słowem i jest jak do rany przyłóż na codzienne smuteczki, w głębi serca czuje inaczej. Tylu serdecznych słów co dzisiaj, nie słyszałam długo. Przyjęłam na klatę, chociaż do końca w nie nie wierzę. Bo jak nadrobić, jak nie dobrą miną do złej gry?

Dubbelmoral, (o zjawisku pisałam w poprzednim poście), miało dzisiaj wielkie pole do popisu. Nagłówki gazet mówią:  „Co ósmy Szwed głosował na partię mającą swoje korzenie w nazizmie. I nikt nic nie mówi.” Takie to typowe. To oni, to nie ja.

Usłyszałam, nie bierz tego do siebie, im (głosującym) chodziło przecież o tych nierobów, którzy tylko ciągną socjal i siedzą przed telewizorem. Oni nawet języka nie chcą się nauczyć, nie chcą się wmieszać w tutejsze środowisko… Oni. Oni znaczy inni. Obcokrajowcy. Do jednego wora z nimi.
Też jestem obcokrajowcem, zawsze będę. Inna, z akcentem, o niearyjskich korzeniach, nieznająca od podszewki życia w Skandynawii. Tego nie da się nauczyć ani poznać. Tego nie da się naśladować. To trzeba mieć w sobie. Tak samo jak ma się w sobie polskość i swoje dawne korzenie.



Trzecia największa partia w kraju chce się mnie pozbyć. Szwecja. Kraj mlekiem i miodem płynący. Przynajmniej dla niektórych.