21 stycznia, 2015

czy to prawda ze...



Kilka dni temu, natknęłam się na nie lada perełkę z serii, jak wygląda życie w Szwecji. Nie żebym po tych kilku lat pobytu tutaj wiedziała wszystko, jednak coś tam widziałam, co nieco poznałam, nadal obserwuję bacznie. Czasami tylko zaskakuje mnie potęga działania ludzkiego umysłu. 
Zapytano, czy to prawda, że Szwedzi mieszkający w domkach nie odprowadzają kanalizacji, a załatwiają się do worków i następnie rozrzucają odchody po ogrodzie.  Rozumiem szok i niedowierzanie pytającego, u mnie było podobnie. Domyślam się że i u was. Pomijając fakt, że naturalne użyźnianie gleby jest bardzo popularne (a nawet trendy), przyznacie że pytanie zabrzmiało śmiesznie!


Dostaję coraz więcej pytań powtarzających się, jak jest ( i dlaczego), co robić gdy… Bywają pytanie bardzo trudne, na które nie potrafię zupełnie odpowiedzieć, ale też prostsze, z serii codziennych, życiowych zmagań. Pytania bardzo ciekawe, na które często nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Pytania, na które staram się odpowiedzieć najlepiej jak potrafię. Postanowiłam zebrać je w jeden zgrabny post i z czasem listę uzupełniać.


* Zacznę więc z grubej rury. Czy to prawda, że socjal zabiera polakom dzieci?

Jak często o tym czytacie? Raz w miesiącu, częściej? W Szwecji, Norwegii, Wielkiej Brytanii? Nie jest to łatwy temat, zresztą każdy przypadek jest złożony, a rodzic widzi sprawy trochę inaczej niż służby socjalne danego państwa. Socjal nie przychodzi jednak do byle kogo i bezpodstawnie, ani nie zabiera z miejsca za nic. Obserwacje i badania trwają zazwyczaj kilka miesięcy, a w proces zaangażowane jest wiele osób. To nie prawda, że decyzja jest widzimisię okrutnej urzędniczki, która uwzięła się na emigranta. To nie prawda, że pod szkoły podjeżdża „czarna wołga” i porywa dzieci bez wiedzy rodziców. Jednak zdarza się, że z rodzin w których podejrzewa się problem (wychowawczy, socjalny lub jeszcze inny), dzieci odbierane są na „w razie czego”. Czytając te artykuły warto pomyśleć i przeanalizować czy to, co przekazują nam media jest stuprocentowo pewne, chodzi mi o zeznania rodziców i ich znajomość szwedzkiego prawa dziecka.
A odpowiadając na pytanie; Tak. Socjal zabiera dzieci z rodzin patologicznych, gdzie dziecko jest zaniedbywane, bite czy upokarzane słownie. Polakom też. Być może dlatego, że niektórzy nie rozumieją że klapsy to też bicie, a wyzwanie od debili znęcaniem się. Taka mała rada dla obawiających się odebrania praw: Bądźcie dobrymi rodzicami, bądźcie cywilizowani, dbajcie o siebie. Zapewniam, nikt wam dzieci nie pozabiera.


* Kolejno, bardzo popularną i dzielącą czytelników dyskusją  jest ta, o dofinansowaniach podczas nauki języka. Tak więc, czy gratyfikacje za szybkie ogarniecie podstaw szwedzkiego to prawda?

Tak. W zależności od statusu pobytu (i mam tu na myśli rodaków) na ziemi Wikingów, osoby uczące się języka na kursach SFI (kurs początkowy – szwedzki dla obcokrajowców) mogą ubiegać się o dofinansowanie. Przede wszystkim należy udać się do sekretariatu szkoły i sprawdzić czy gmina uczestniczy w projekcie. Jeśli uczestniczy, to po spełnieniu wymogów formalnych (na jakiej podstawie przyznano pobyt, stały/czasowy, czy pracujesz i jeśli tak to w jakim wymiarze) i ukończeniu kursu w określonym czasie i na wymaganym poziomie, można złożyć wniosek. 

Podobnie sytuacja przedstawia się na wyższych kursach, SAS (szwedzki jako drugi język) na wszystkich poziomach – SAS grund, SAS A i SAS B możliwe jest otrzymanie dofinansowania. Tam dodatkowo można też ubiegać się o pożyczkę. Kursy SAS to poziom gimnazjalny, co oznacza, że każdy uczący się na tym poziomie obywatel Szwecji ma prawo do ubiegania się o dofinansowanie. W wypadku obcokrajowców sprawy wyglądają różnie. Obywatele UE muszą spełnić wymagane warunki, między innymi wymagana jest zgoda na pobyt stały (w praktyce oznacza to dotychczasowe legalne zamieszkanie przez co najmniej 2 lata). W LINKU znajdziecie szczegółowe informacje na ten temat po polsku.

Na kursach z pewnością również otrzymacie obszerne informacje na ten temat. 
Warto pamiętać, że nic nie jest gwarantowane ani tym bardziej nic się nie należy, można się ewentualnie ubiegać. Z tego co pamiętam, są to niewielkie kwoty. Lepiej pójść do pracy.


* Czy można dostać karę finansową za nieprawidłowe wyrzucanie śmieci?

Można. Zaawansowanie ekologiczne i ochrona środowiska są w Szwecji na bardzo wysokim poziomie, i tak decydując się na dwa osobne kubły przed domem nie tylko zaoszczędzimy na rachunkach, ale też zobowiązujemy się do samodzielnego sortowania śmieci na odpady naturalne i resztę. Śmieci dodatkowo dzieli się na puszki i plastikowe butelki, które później składa się w specjalnie wyznaczonych miejscach (przy sklepach) w zamian otrzymując kaucję. Na tekturę, papier, metal, szkło białe i kolorowe, plastik oraz baterie czekają osobne pojemniki, a śmieci wielkogabarytowe wywozi się na wysypisko. Gdyby w odpadkach naturalnych (domowych) podczas wyrywkowej kontroli znalazły się inne śmieci, możemy liczyć się z karą wysokości nawet do 10 000 koron.  

„Z 510 kg odpadów komunalnych, jakie co roku wytwarza statystyczny Svensson, odzyskuje się 490 kg, a wyrzuca 20 kg. Czyli tyle, ile można wnieść do samolotu w walizce.” – gazeta wyborcza (Dla porównania, polski Kowalski potrzebuje aż takich 18 walizek rocznie.)


* Szwedzka szkoła karmi wszystkie dzieci i wozi je taksówkami?

Tak, to prawda. Szwecja jest jedynym krajem na świecie, który oferuje całkowicie darmowe posiłki dla wszystkich uczniów, niezależnie od sytuacji finansowej rodziców. Co ciekawsze, potrawy dostosowywane są do religii (bez wieprzowiny), poglądów(wegetarianizm) i alergii (laktoza, gluten). Przerwa na lunch i odpoczynek po nim wpisane są w plany dnia.  

Odnośnie jakości jedzenia, z mojego punktu widzenia jest dobrze. Tygodniowe menu oparte jest na sztywnych wytycznych dietetyków i na przykład obowiązkowo raz w tygodniu musi pojawić się ryba, codziennie dostępny jest bar sałatkowy oraz pieczywo chrupkie plus masło/margaryna.
Nie spotyka się tak jak w polskich stołówkach zestawu zupa, danie główne plus kompot. Często zdarza się, że do alternatywnego wyboru dania dnia (czyli samego „drugiego”) pojawia się danie z dnia poprzedniego. Do picia woda niegazowana i zimne mleko. A co właściwie jedzą?  
To przykładowe menu ze szkoły do której chodzą moje córki:

-Köttbullar och spagetti  / Spaghetti i kulki mięsne
-Kokt fiskfilé med ägg o persiljesås och kokt potatis / Gotowana ryba z jajkiem i sosem pietruszkowym plus gotowane ziemniaki
-Ugnstekt kassler med champinjonsås och ris / Pieczony kotlet wieprzowy z sosem pieczarkowym i ryżem
-Hemlagat potatismos med isterband och skivade rödbetor / Domowy mus ziemniaczany z kiełbasą isterband i buraczkami
-Tomatsoppa med tillbehör / Zupa pomidorowa z dodatkami


Sama pracuję w przedszkolu i tu też duży nacisk kładzie się na to, co jedzą dzieci. Owisianki i płatki plus kanapki na śniadanie oraz owoce na drugie śniadanie. Obiady podobnie jak wyżej, do zup chleb który pieczony jest od podstaw na miejscu, a na podwieczorki jogurty i smoothie plus kanapki i owoce. Nie jest to niestety regułą, bo państwowe przedszkola finansowane są z komunalnych kieszeni i ilość otrzymanych środków finansowych przekłada się na jakość posiłków. 

Taksówki są natomiast alternatywnym rozwiązaniem dla busów, odbierających dzieci mieszkających w odległych miejscach, najczęściej w lasach lub na gospodarstwach. Mały, pojedynczy transport jest w takim wypadku dużo tańszym i szybszym rozwiązaniem. Takie udogodnienia dotyczą również osób niepełnosprawnych. Dzieci na wózkach przywożone są do szkół dostosowanymi samochodami. Za wszystko płaci gmina, czyli podatnicy.


* Czy to prawda, że pierwszym środkiem płatności jest karta, a gotówka wychodzi z obiegu?

Tak. Za przejazd autobusem płacisz kartą, jeśli wolisz gotówką może się zdarzyć, że kierowca odmówi (bo nie ma kasy) lub doliczy potężną dopłatę. Tak stanowią nowe wymogi bezpieczeństwa. Transakcje bezgotówkowe = brak napadów rabunkowych. Oczywiście, nie jest tak, że gotówka jest całkowicie zewsząd wykluczona, jednak większość przerzuciła się już na plastik. Kartą płacisz nie tylko w sklepie, ale też na bazarze za marchewkę. Bezpieczeństwo to raz, a przejrzystość finansowa dwa. Zrezygnowanie z gotówki ma zapobiec oszustwom. Nikt przecież nie chce ryzykować strat, a tym bardziej być posądzony o nieczyste porachunki. Ponadto, jeśli będziesz chciał wpłacić do banku większą gotówkę, bank może zapytać skąd ją masz. No bo skąd, jeśli większość transakcji przeprowadzana jest bezgotówkowo? Skończyły się czasy polsk attachéväska kiedy to rolnicy z Polski przyjeżdżali z reklamówkami wypełnionymi gotówką.


* Sąsiedzi piszą na siebie donosy?

A piszą. Nie mają odwagi powiedzieć wprost, to piszą. Coś się im nie spodoba, piszą. Nie lubią cię, piszą. Zauważą niepoprawność, piszą. Skarżą, złoszczą się (po cichu) i obgadują za plecami. Szokujące dla obcokrajowca?  A może to tylko kolejny stopień wtajemniczenia i poznania prawdziwego szwedzkiego życia? Może to ten moment, kiedy człowiek zaczyna zauważać, że za fasadą szerokiego uśmiechu i poprawnej politycznie tolerancji kryje się coś zupełnie innego? Sąsiada można sprawdzić, zlustrować pod względem majątkowym, dochodu i posiadanego majątku. Można sprawdzić czy ma długi, a jeśli ma, to ile i u kogo. Całkowicie legalnie. Na stronie internetowej urzędu skarbowego jest specjalna rubryka, poprzez którą można zgłaszać wątpliwości i podejrzenia względem sąsiadów, najlepszych znajomych i rodziny. Dla dobra wszystkich, żeby było sprawiedliwie i bez niedomówień.
Na sytuację gdzie wszystko w człowieku buzuje i chce się powiedzieć znacznie więcej niż pozwalają szwedzkie „normy” również znaleziono rozwiązanie. Na ratunek przyszły „złośliwe karteczki” arga lappen czyli krótkie dosadne i często mocno ukwiecone łaciną liściki zostawiane na szybach samochodów, drzwiach sąsiadów czy w pralni. Tu można z siebie wyrzucić wszystko!


* W Szwecji kastruje się brzydali i głupców.

Całe szczęście już nie! Od 1934 do 1975 roku panowało w Szwecji prawo sterylizacyjne. Zabiegi przeprowadzano na osobach upośledzonych intelektualnie oraz na jednostkach „prowadzących antyspołeczny tryb życia”. W praktyce oznaczało to, że każdy kto w jakiś sposób odstawał od przyjętych norm, mógł zostać wezwany do stawiennictwa na zabieg. Początkowo zakładano, że do zabiegów kierowane będą głównie osoby ułomne, których choroba mogłaby zostać przekazana kolejnym pokoleniom, z czasem jednak o sterylizacjach zaczęły decydować kwestie ekonomiczne, a do zabiegów wybierano komisyjnie  osoby, które nie dokładały się wystarczająco do rozwoju gospodarki lub które nie były w stanie zapewnić wystarczającej opieki swoim dzieciom.
Oficjalne źródła mówią o ponad 60 tysiącach osób, z czego duża część została do sterylizacji zmuszona szantażem.




Ciąg dalszy nastąpi…