08 lutego, 2015

klejnoty Gustawa Wazy



Zupełnie inaczej wszystko to miało wyglądać. Temat pączkowo-faworkowo-ostatkowy planowałam z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Początkowo miały być pączki oszukane, bo nie smażone a pieczone w piecu. Potem natknęłam się w kilku miejscach na chrusty Neli Rubinstein, których podobno nie trzeba okładać wałkiem, kiedy nagle mnie olśniło. Okazało się, że kolejny raz kuchnia skandynawska i nasza rodzima słowiańska są sobie bardzo bliskie. Spokrewnione, jednak nie z jednej krwi. Zbliżone, na podobnych bazowych składnikach i jednocześnie inne, bo przyrządzone na swój szczególny sposób. A niby dzieli nas tylko woda Bałtyku. Z planów jak się domyślacie, powstał zupełnie inny pomysł.


Klenäter to tradycyjne szwedzkie ciastka świąteczne. Świąteczne w zamyśle bożonarodzeniowe, szczególnie  popularne w południowych krańcach Szwecji. Podobno ich historia wzięła początek bardzo dawno temu, bo już w starożytnym Rzymie, a rozprzestrzeniła się po Europie w XV wieku dzięki Wenecjanom. W Szwecji (obok struvor) zagościły na na dłużej dzięki Gustawowi Wazie, który miał do nich szczególną słabość.

Sama nazwa klenäter pochodzi od wyrazu klenod (za Wikipedią "litet, dyrbart och fint arbetat föremål") czyli klejnot. Ciastka równie popularne są w innych krajach skandynawskich i tak, w Danii nazywane są kleiner, kleynur na Wyspach Owczych, fattigmann w Norwegii i kleinur na Islandii. No dobrze, ale dlaczego o tym wszystkim piszę i do czego zmierzam przy okazji karnawałowych ostatków? Do tego, że szwedzkie „klejnoty” bardzo bliskie są polskim faworkom.  Jedzone w innych okolicznościach, jednak wywodzące się prawdopodobnie z tego samego źródła. Różnią się trochę składem, teksturą i sposobem przygotowania, ale spycham to na rozwój historii i miejscowe upodobania. No i oczywiście na Gustawa Wazę, bo umówmy się, że te o których dziś mowa, to nic innego jak jego królewskie klejnoty.

Przepis, z którego korzystałam pochodzi z popularnej, używanej w wielu szwedzkich domach książki kucharskiej „Rutiga kokboken”. Swoją nazwę zawdzięcza czerwono-białej kratkowanej okładce, od lat 80-tych, niezależnie do kolejnych wydań, ciągle takiej samej.



Królewskie klejnoty Szwecji – klenäter (na około 40-50 szt.)


Co potrzebujemy:
50 g masła
5 żółtek
4 łyżki cukru
skórka z ½ cytryny
1 łyżka koniaku
3 ¼ dl mąki pszennej
olej do smażenia
cukier i cynamon do oprószenia


A tak przygotowujemy:
Żółtka ubijamy z cukrem i cienką stróżką dodajemy stopione masło, następnie dodajemy skórkę oraz koniak, a na końcu mąkę. Ciasto wyrabiamy tylko do połączenia się składników. Chłodzimy przez kilka godzin w lodówce.
Zimne ciasto wałkujemy (bez okładania wałkiem) do grubości 2-3 mm, wycinamy radełkiem  i przewlekamy tak samo jak na faworki. Zostawiamy na chwilę do przeschnięcia (ciasto może się kleić). Smażymy na rozgrzanym tłuszczu po kilkanaście sekund z każdej strony. Upieczone odsączamy na papierze, a następnie obtaczamy w cukrze wymieszanym z cynamonem.



Ciastka finalnie są cięższe i grubsze od rodzimych, bo nie tak bardzo napowietrzone, a dodatek cytryny i cynamonu sprawia, że nabierają szczególnego, nie znanego przy faworkach aromatu. Myślę, że warto rozważyć opcję przygotowania ich w wersji skandynawskiej, chociażby dla porównania smaków.


Gdybyście jednak woleli pozostać przy klasycznych swojskich pączkach, odsyłam do TEGO posta. Znajdziecie tam nie tylko przepis na pączki ale też na szwedzkie semle, jedzone w okresie karnawału. Ich apogeum przypada na fettisdagen, tłusty wtorek w przeddzień środy popielcowej. Poznajcie ich historię!