02 marca, 2015

szwedów droga do ameryki



Do napisania tego posta skłoniły mnie dwie sprawy. Po pierwsze, wizyta Natalii ze Szwecjobloga w Växjö. Niestety, nie miałyśmy okazji odwiedzić muzeum emigrantów, które znajduje się w mieście, jednak samo wspomnienie o fakcie, że taka możliwość jest, pociągnęła za sobą myśl i dała wiele pytań. Mam wielką nadzieję, że jeszcze to nadrobimy.  Druga sprawa to filmy Utvandrarna i Nybyggarna Jana Troella, na który natknęłam się podczas podczytywania informacji o smalandczykach i ich historii.  Wyprodukowane w 1971 i 72 roku, na podstawie klasyka Vilhelma Moberga w czterech częściach: Utvandrarna, Invandrarna, Nybyggarna i Sista brevet till Sverige.

Kadr z filmu "Utvandrarna".
Około 8 milionów amerykanów ma szwedzkie korzenie. Scarlett Johansson, Uma Thurman, Michelle Pfeiffer, Kristen Dunst czy Julia Roberts, wszystkich łączy jedno – skandynawskie pochodzenie i historia wielkiej emigracji.

W latach pomiędzy 1845 i 1930 do Ameryki wyemigrowało około półtora miliona Szwedów. Głównie mieszkańców Smalandii i południowych części kraju. W 1910 roku w Chicago mieszkało więcej Szwedów niż w Göteborgu. Powodów za taką masową emigracją było kilka. Między innymi poczucie ograniczonej wolności i polityczny konserwatyzm. Jednak to, co przede wszystkim zmuszało ludzi do ucieczki do lepszego świata to bieda i bezradność z powodu braku pracy. Tereny Smalandii to głównie piaski, kiepskiej jakości gleba i kamienie, na których trudno znaleźć wolny kawałek pod uprawę. Perspektywa osiedlenia się za wielką wodą to nie tylko ryż na mleku, o którym mowa w „Utvandrarna” ale szeroko pojęta wolność i brak jakichkolwiek ograniczeń. Obraz, który zna cały świat również dzisiaj. Wówczas przyciągały „Freden, vaccinet och potäterna” (wg. Esaiasa Tegnera), trzy czynniki, które sprawiały że życie miało być prostsze. Pokój, szczepionki i ziemniaki. Tylko i aż tyle.

Za niewiele, bo jedynie 126 koron szwedzkich było można już wykupić bilet trzeciej klasy na trasie z Göteborga do Nowego Jorku. W tym czasie miesięczna stawka przeciętnego pomocnika przy gospodarstwach wynosiła 100 sek. Do opłacenia pozostawał również podatek i zaświadczenie o zdolności finansowej na przeżycie. Podróż trwała początkowo kilka miesięcy (żaglowce), później dzięki parowcom skróciła się do dwóch tygodni. Łatwo się domyślić, że podróże nie należały do przyjemnych i komfortowych. Ludzie często umierali z powodu szerzących się chorób i niedożywienia, a część łodzi (jak w przypadku Titanica) po prostu tonęła.
                                          
Co działo się z nowoprzybyłymi Szwedami w Ameryce? Statki docelowo kończyły rejs na Nowojorskim Manhattanie na Ellis Island (przy statule wolności) lub przy Castle Garden (obecny Fort Clinton), głównym porcie imigranckim. Mówi się, że w ciągu około 50 lat przez ten port przewinęło się 8-12 milionów emigrantów. Pestka w porównaniu do Ellis Island, poprzez który do Ameryki dostało się ponad 100 milionów nowych osiedleńców z całego świata. Wielu Szwedów osiedlało się w samym Nowym Jorku, jednak większość kierowała się w kierunku Chicago lub Minnesoty i Nebraski, a później w miarę zagęszczania się obszaru bardziej i bardziej na zachód. To tam powstały pierwsze kolonie, które później przyciągały kolejnych osiedleńców. I tak do dziś, tam doszukiwać się można ich starych pokoleń. Jak zawsze powstawały naturalnie stereotypy o nowo przybywających osobach.  Pozytywne opinie o tym, że Skandynawowie są czyści, szczerzy i pracowici, a z drugiej strony pojawiały się głosy o Szwedach ograniczonych i leniwych. Przydomek „dumb Swede” powstał najprawdopodobniej z powodu nieumiejętności posługiwania się angielskim. Opinie na swój sposób znajome i aktualne do dziś, nie tylko w Szwecji i o Polakach ale raczej ogólnoświatowe. Finalnie wiele z tych początkowo ograniczonych osób doszło do bardzo wysokich pozycji lekarzy, adwokatów czy polityków. Najpopularniejszym jednak zajęciem było w tych czasach najmowanie się jako pomoc w gospodarstwach. To zapewniało dobry start i perspektywę odkucia się, a w przyszłości założenia własnych domostw i gospodarstw. Takim sposobem powstało nowe pokolenie amerykańskich Szwedów.

Myślę, że ta wielka emigracja zakorzeniła się w jakiś sposób w mieszkańcach Skandynawii. Mam też cichą nadzieję, że daje im (chociażby części i po chwili refleksji) trochę inny obraz i spojrzenie na ludność napływającą dzisiaj do ich kraju. To przecież oni są dziś po drugiej strony barykady i otwierają swoje drzwi dla innych.  Kto wie, może wspominają historię swoich pradziadów i widzą swoje odbicia w oczach emigrantów? Może zatrzymują się na chwilę i analizują, co by było gdyby? Pewne jest, że szukają swoich korzeni (często ze skutkiem pozytywnym) i próbują nawiązać zerwane więzi. Podczas zeszłorocznego spotkania krewnych rodziny Johansson dowiedziałam się, że i dwóch braci pradziadka O. wyemigrowało w tym czasie do Ameryki. Jeden z nich wrócił po około dekadzie z pieniędzmi i zaczął nowe życie, drugi natomiast został kowbojem na ranczo gdzieś w Teksasie. Do dzisiaj pozostało po nim siodło z wytłoczonym nań nazwiskiem.

A co z faktów lokalnych? Kilkanaście lat temu odtworzono dawną drogę, jaką kierowali się smalandcy emigranci. Utvandrarnas väg to 90 kilometrowy szlak prowadzący z lasów i krainy szkła Glasriket do południowego wybrzeża Szwecji. Trasa z Eriksmåla wiedzie poprzez Skruv, Långasjö, Eringsboda i Backaryd  do Karlshamn gdzie znajdował się port. Nie jest to stuprocentowo ta sama trasa jaką opisywano, a potem pokazywano w szwedzkich produkcjach, jednak została ona zatwierdzona jako oficjalna „droga emigrantów”. Na mapie widać nie tylko miasta i wsie z których wyjeżdżano ale też dokładnie oznaczone domy, w których dzisiaj można poznawać historie danych rodzin. Wspólnymi siłami z komunami danych obszarów i stowarzyszeniami utworzono tam mini muzea upamiętniające mieszkańców. 


W południowej części parku w Karlshamn, u brzegu morza stoi pomnik. Dwie osoby trzymające się za ręce. To główni bohaterowie „Utvandrarna” Karl Oskar i Kristina. Pomnik ma przypominać o czasach, kiedy Karlshamn był portem emigranckim i wiele osób opuściło z tego miejsca swój rodzinny kraj, żeby szukać przyszłości po drugiej stronie oceanu. Mężczyzna patrzący przed siebie w morze i przyszłość oraz kobieta oglądająca się przez ramię, patrząca w głąb lądu, wypatrująca domu, który zostawia. Na płycie wygrawerowano napis, słowa Wilhelma Moberga „I hemlandet har deras utvandrings äventyr ingått i sagan och legenden” (W rodzinnym kraju ich emigrancka przygoda przeszła w opowieści i legendy.).

Utvandrarmonumentet, Karlshamn