28 września, 2015

Olandia - del 2



Powrót na Olandię był właściwie kwestią czasu. Wspomnienia wiatraków, dyniowych pól i wolno chodzących stadek owiec krążyły gdzieś w pamięci i co jakiś czas wracały. Tyle do odkrycia, tyle do poznania, a i zeszłoroczny wczesno-jesienny wypad pozostawił niedosyt. Późne lato kiedy nie czas już na opalanie i kąpiele w morzu pozwala odkryć nowe, zupełnie inne przestrzenie.  

Tym razem padło na południową część wyspy, z główną atrakcją dnia na południowym krańcu. Z polecenia wybraliśmy się do  Ventlinge, osady, a właściwie tylko gospodarstwa, które oprócz upraw warzyw wpadło na świetny pomysł stworzenia labiryntu w kukurydzianym polu. Atrakcja kierowana jest co prawda głównie do dzieci, jednak wśród odwiedzających na przekór większością byli dorośli. Jako dodatek do planowanego zagubienia się wśród żółtozielonych kolb, poustawiano w różnych zakamarkach pola drewniane mini pomniki / monumenty przedstawiające insekty.  Pomysłodawcą  i projektantem labiryntu jest Theo Janson który pierwszy projekt wprowadził w życie w 2007 roku. Rok później powstała galeria, a od czterech lat dodatkową atrakcją jest cebulowy obraz. W tym roku do jego budowy zużyto 6 tysięcy cebulek.


Odbijając z przybrzeżnej nitki lekko do środka wyspy, na trasie 136, gdzieś pomiędzy  Södra Möckleby i Mysinge mijamy stare cmentarzysko w Klinta. Według podręcznikowej nazwy powinniśmy szukać na mapach Gettlinge gravfält. Nie znając dokładnego położenia miejsce to można łatwo przegapić, bo wyglądem przypomina ładnie zagospodarowany trawnik z kamieniami i młynem. Pozostałości po tym wikińskim cmentarzysku są jednak drugim pod względem wielkości na wyspie. Więc pominąć raczej nie wypada. Łączna długość terenu z pozostałościami to prawie dwa kilometry. Według specjalistów kamienie pochodzą z epoki bronzu i żelaza, w ilości około 250 odnalezionych grobów.  Podczas badań przy grobach znaleziono nie tylko kości ludzkie  ale też psie, a także włócznie, tarcze i ostrogi co oznacza że chowani byli tam waleczni bohaterowie. Mnie osobiście najbardziej zaimponowały dwa wysokie na 3 metry wapniowe płaty.  


Dodatkowoą atrakcją tego obszaru jest bezposrednio sąsiadująca Stora Alvaret, wielka równina wapienna wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa. Na obszarze 255 km kw rosną głównie krzaki jałowca, drobne trawy i czasowo ogranioczone kwiaty orchidei. Można by pomyśleć wielkie pastwisko, a jednak co roku przyciąga zainteresowanych fenomenem turystów. Co ich przyciąga? Kamienne murki, drewniane mostki i natura. Zwykła, prosta dzikość.


Kierując się dalej na północ, dojeżdżamy do wioski Eriksöre (5 km na pd od Färjestaden). Położona nad morzem mała letnia wioska przyciąga w ciągu sezonu letniego głównie turystów z przyczepami, namiotami i naturalnie rowerzystów. Co dla wielu ważne, tamtejszy kamping jest przyjazny odwiedzającym z czworonogami. Psi kamping znaczy się. Natomiast w  długi weekend sierpniowy, kiedy cała wyspa świętuje skördefest, główna ulica Eriksör, Bygatan, zamienia się w wielki stragan. W szopach, garażach i stodołach mnożą się kramy z rękodziełem, loppisy i stoiska z dobrym jadłem.  To właściciele tamtejszych domostw, otwierają wrota swoich domów i ogrodów. Bardzo ciekawe doświadczenie, szczególnie kiedy chce się poznać klimat wiejskiej, bardziej naturalnej strony Szwecji.

Z radością powtórzę zeszłoroczne przyrzeczenie,że za rok znów wrócimy na Skördefest i odkryjemy kolejne, dotychczas nie poznane zakątki wyspy. Bo Olandia za każdym razem zaskakuje w inny sposób, a pogoda jaka by nie była na stałym lądzie, na wyspie jest zawsze wyśmienita.