30 października, 2015

Nie przyzwyczaje sie (Klub Polki na Obczyznie)



Nie da się tam żyć. Ludzie zimni, oschli, zamknięci i szarzy, dokładnie tak samo jak otoczenie. Wieczna zima, buro, mgliście, podobno po ulicach biegają niedźwiedzie.  Współczynnik samobójstw najwyższy w Europie, a może i na całym świecie, gazety krzyczą o islamizacji, nożownikach i fali żebraków. To nie ta sama sielankowa Szwecja co kiedyś!  

Kiedy padł pomysł spisania wszystkich rzeczy do których nie mogę, nie potrafię, nie chcę przyzwyczaić się w Szwecji, wręcz przyklasnęłam z radości. Bo jest ich przecież długa lista...


A potem okazało się, że właściwie to nie, bo kocham całym sercem Szwecję za bardzo wiele spraw, zjawisk i zachowań. Jestem wdzięczna że przyszło mi tu żyć, jestem wdzięczna Szwedom że tak miło przyjęli mnie w swoim kraju! Tak, zachwalam Szwecję i nie, nie sram we własne gniazdo. Mam za to cżęsto wrażenie, że my Polacy jako naród moglibyśmy się wiele od naszych północnych sąsiadów nauczyć. Stylu życia, otwarcia na odmienność, akceptacji, sposobu myślenia i działania. Nie komplikowania sobie najprostszych codziennych spraw.
Nie mam prawa mieć żalu za te kilka drobnostek, o których za chwilę. Bo to nie ja jestem tu od dyktowania warunków i uczenia rdzennych mieszkańców jak powinni żyć, jak mają się zachowywać i czy coś jest dobre czy złe. Emigrując trzeba zawsze mieć świadomość, że wchodzi się w inny świat, że to my jesteśmy tym „obcym” elementem i że to my przyjechaliśmy do nich, a nie oni do nas.
I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Zaczynamy.



% Starcie numer jeden. Rarytasy.

Uwielbiam kuchnie świata.  Włoską, hiszpańską, grecką, meksykańską, tajską. Szwedzką też. Chrupki chleb, surowego łososia, śledzie na słodko. Również pastę kawiorową, chociaż nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Kosztuję, doświadczam, eksperymentuję ze smakami, aromatami i połączeniami.  Istnieją jednak te szczególne smaczki które do mnie nie przemówiły. Blodpudding, kroppkakor, falukorv - skandynawskie codzienniki, ukochane potrawy dzieci, klasyki dorosłych.  Od zwykłej dezaprobaty na samą myśl,  do odruchu wymiotnego przy bliższym spotkaniu. Nie toleruję, nie mam przyjemności, unikam jak ognia. Jest tyle innych aromatów do odkrycia!


% Starcie numer dwa. Piękno jako pojęcie względne.

Szwedki to wysokie, szczupłe i błękitnookie chodzące bóstwa. Owszem, bywają. Są też pewne siebie, dumne  i często zapatrzone w swoją bezbłędność, co niestety przekłada się na brak samokrytycyzmu. I tak, przyjdzie czasem oglądać piećdziesięciolatki w kucykach, tunikach w kwiatuszki i białych getrach. Nie byłoby to nawet takie straszne (raczej śmieszne), gdyby nie pewien detal. Mam wrażenie że dla wielu nieistotny, detal o którym zdarzyło mi się już kilkakrotnie wspominać – pięty. Brudne, zaniedbane, niewypumeksowane, zarośnięte i parchate pięty. Pięty wystawiane na świat. Nie, nie da się tego wytłumaczyć zimnem i klimatem zmuszającym do noszenia pełnego obuwia. Obrzydlistwo.


% Starcie numer trzy. Zamiećmy to pod dywan.

Szwedzi są mistrzami świata w unikaniu konfliktowych sytuacji przy jednoczesnym zachowaniu pozorów że nic się nie stało i problem nigdy nie istniał. Począwszy od poprawnych określeń że coś poszło „mniej dobrze”, do piszczącej w uszach ciszy kiedy już faktycznie coś się konkretnie wylało i nie ma odwrotu. Bo pod dywan zamiata się najlepiej. Z drugiej strony, naród który ceniony jest za szczególne umiejętności pracy w grupach, potrafi tak skutecznie klepać godzinami o niczym. Suchot można się nabawić. I jeszcze jedno, słowa które znaczą wszystko i nic, takie na przykład duktig. Pozytywne określenie osoby, czy działania. Nie wiadomo jednak czy duktig znaczy dobry, mądry, sprawny, pomysłowy, sprytny... bo jest to określenie wszechstronne. Idelane żeby kogoś zbyć w uprzejmy sposób, znaczy zamieść pod dywan. Siup i nie ma.


% Starcie numer cztery. Zaplanuj sobie życie.

Szwedzi upodobali sobie leczenie wszelakich schorzeń jedną tabletką. Alvedonem, który jest lekarstwem na całe zło. Na głowę, brzuch i nogę, na gorączkę i przeziębienie. A jeśli ten nie pomoże, to śmierć jest już bliska. Nie ma półek sklepowych uginających się od niewyraźnych Rutinoscorbinów, Gripexów i Fervexów. Po leki jeździ się do apteki, w dzień, w tygodniu. Podobnie wygląda sprawa z zakupem alkoholu. Monopolowy, nie jakieś tam stacje benzynowe po drodze na imprezę. Jak mawiają Szwedzi, Det gäller att planera. Trzeba sobie po prostu wyszystko zaplanować.


%Starcie numer pięć. Taki mamy system.

Szwedzi są najlepsi. We wszystkim. Zawsze. Działają w wybranym modelu i dopóki ten funkcjonuje, nie mają zamiaru go zmieniać. To nic, że istnieje w niezmienionym stanie od pięćdziesięciu lat. Jest dobry, sprawdzony, bezpieczny. To że nudny i wyklepany do granic możliwości, nie ma znaczenia. Słyszę, zawsze tak było, więc po co to zmieniać? U nas się to sprawdza! Krew się we mnie gotuje.  Doprowadzają mnie do szaleństwa tymi swoimi przyzwyczajeniami. Dawno temu, podczas jednej z pierwszych moich wizyt w Szwecji usłyszałam od teściowej: „Wiesz, my Szwedzi jesteśmy tacy kwadratowi.” Dziś rozumiem ile w tej kwadratowości prawdy! Kwadratowy, to idealne określenie prawdziwego Szweda.


% Starcie numer sześć. Mów do mnie szeptem.

Każda nacja ma swoje nawyki, to oczywiste. O. odwiedzając Polskę początkowo uważał że wszyscy na siebie krzyczą, są wściekli, a w najlepszym wypadku wchodzą sobie bezczelnie w słowo.  Szwedzi szeptają. Mówią ciszej, spokojniej, wolniej. Niektórzy najchętniej milczą, takie to wygodne. Całe szczęście nie wszyscy, bo faktycznie musiałabym się dostosować. Dodatkowo posapują, zapowietrzają się i zawieszają. Przytakują na wdechu. Można się zaksztusić. A nie, to nie problem, do tego już się przyzwyczaiłam.


% Starcie numer siedem. Postaw diagnozę.

Tylu alergików nie widziałam nigdy. To musi być fenomen na skalę światową. Białko, proteiny mleczne,  gluten, jajka, czerwone warzywa, truskawki, orzechy, owoce tropikalne, owoce morza... To wszystko przykłady od osób które znam osobiście. Do tego dochodzą wyjątki ze względu na wyznanie, widzimisię, dietę tzn. wieprzowina nie, może być tylko kurczak, czerwone mięsa też be. Rozumiem prawdziwe schorzenia, problemy gastryczne czy nawet grożące śmiercią (jak wspomniane orzechy), rozumiem również wybory życiowe, dbałość o zdrowie czy nawet trendy. Uważam jednak, że pewne sprawy powinno nazywać się po imieniu i w żadnym wypadku nie należy nimi obarczać innych. Nie znoszę, nie akceptuję i bardzo trudno jest mi zrozumieć osoby które pod przykrywką „alergii” twierdzą że nie jadają ryb, chyba że to łosoś, osób które wywracają do góry nogami menu imprezowe dla osiemdziesięciu gości, osób które nachalnie protestują i podkreślają swoją odmienność tylko dlatego że mogą, bo po szwedzku przysługuje im takie prawo. 


% Starcie numer osiem. Ciemność widzę, ciemność.

Następuje z początkiem października i trzyma mocno do marca. Mroczna, chłodna i deszczowa Szwecja piękna jest jedynie w kryminałach. A rzeczywistość  portafi przytłoczyć. Do ciemności można się przyzwyczaić, pytanie tylko czy trzeba. Bo jeśli nie trzeba, to opcjonuję za taką wersją wydarzeń: wstaję jest jasno, wracam z pracy jest jasno. Cały rok! Niestety, na dalekiej północy się to nie uda, więc nie ma się co burzyć. Tak tylko sobie narzekam i radośnie łykam witaminę D.

Mogłabym jeszcze długo pisać  i wymieniać, pytanie czy warto, czy trzeba, czy to takie obciążające? Czy rzeczywiście nie mogę się do tych rzeczy przyzwyczaić? Mogę! Robię to! Lubię kiedy jest inaczej, lubię wyzwania! Taka jest właśnie dla mnie Szwecja.

Z jednej strony drażni swoimi nawykami i przekonaniami rodem z Jantelagen, dwulicowością ludzi którzy nie raz doprowadzili mnie do płaczu. Z drugiej jednak strony codziennie znajduję pozytywy i chłonę, czerpię, łapię garściami szwedzkość w najlepszym wydaniu. Uśmiecham się i w myślach mówię, kocham ten kraj!


Post powstał w ramach jesiennego projektu Klubu Polki na Obczyźnie, a projekt dedykujemy akcji "AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM" Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Na chwilę obecną brakuje 35 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą. Więcej info.