04 grudnia, 2017

änglaspelet

Aniołki ustawione w dwóch poziomach, uderzające trąbkami w metalowe blaszki i błyskające światło świec wprawiające w ruch całą machinerię. Wirujący świat, magia świąt. Okrągła podstawa mosiężnego świecznika z czterema osadzonymi w stojaczkach małymi świeczkami, których ciepło powoduje że trzy figurki wprawione w ruch delikatnie dzwonią w dzwonki.
Änglaspelet to trochę zapomniany już szwedzki świąteczny dodatek. Wyparty przez chińskie podróbki, zupełnie nieznany w wielu domach, powoli wraca do łask.




Änglaspelet  w dzisiejszej postaci to wysoka na około 15 cm mosiężna pozytywka napędzana ciepłem ognia, stworzona przez Erika Boberg z Gävle. Od powstania prototypu w 1948 roku do 1973 sprzedano na całym świecie ponad 20 milionów sztuk pozytywek, jednak jej historia jest trochę starsza.

Pierwowzór grających anielskich dzwonków stworzył na początku XX wieku niemiec Walter Stock. Pomysł zaczerpnięty został najprawdopodobniej z niemieckiej drewnianej piramidy świątecznej z Drezna i natychmiastowo opatentowany pod nazwą Engel Weihnachts-Geläut. O patent wnioskowano najpierw w Niemczech w 1907 roku, potem również w USA, tak aby zapewnić pozytywce dobry start rynkowy.

Wygląd cherubinków z trąbkami i reszty pozytywki nie zmienił się od momentu powstania prawie w ogóle. Ciepło z płonących świec wprawia turbinki w ruch, co z kolei powoduje uderzanie pręcików podczepionych do aniołków w małe okrągłe talerzyki które sprawują funkcję dzwonków. Na samym szczycie konstrukcji umiejscowiony jest jeszcze jeden anioł grający na trąbce.


Pierwsze modele produkowane przez Adrian&Stock były bardzo efektowne ale też bardziej masywne w budowie. Zdobnie dekorowany statyw z cyny i duże pozłacane figury. Jeden obrót zapewniał 16 uderzeń w dzwonki, co w porównaniu do dzisiejszych 6 był wielką grającą machinerią. Niestety, ze względu na swoją pomimo że piękną, jednak ciężką i niestabilną budowę producenci byli zmuszeni do wprowadzenia zmian i korekt w projekcie. I tak powstało kilka modeli, z mniej lub bardziej zdobionymi detalami, głównym zamysłem było nadanie urządzeniu lekkości.

W latach 20-stych pozytywka weszła na rynek amerykański gdzie między innymi można było znaleźć ją w katalogach Sears Roebucks. Przed drugą wojną światową pozytywki produkowano głównie w Niemczech, później po wybuchu II wojny światowej zainteresowanie produktem znacznie spadło. Jednocześnie kończył się abonament patentu produktu, co sprawnie wykorzystały inne firmy pochwycając pomysł dla swoich potrzeb.

Za szwedzkiego „ojca”  ängslaspelet uważa się Erika Boberga, który swoją karierę rozpoczynał jako wytwórca świeczników adwentowych, a anielską pozytywkę tylko na swój sposób lekko przebudował. Zmniejszono ilość zdobień i detali, co spowodowało że wygląd całej machinerii nabrał delikatności. Cynę zastąpiono mosiądzem, a i same aniołki z trąbkami dostały nowy świeższy wygląd.

Dzięki świetnie przeprowadzonej kampanii reklamowej szwedzka wersja pozytywki stała się bardzo popularna przede wszystkim w USA, pomimo faktu że elektryczne świeczniki zalewały w tamtym czasie cały rynek. W 1952 roku eksport produktów do USA był na poziomie 75 tysięcy sztuk.

Obecnie grające aniołki pojawiają się coraz częściej w skandynawskich modowych wnętrzach. W sklepach dostępne są przede wszystkim produkty chińskie, część wykonywana na starą modłę, niestety najczęściej spotyka się małe jednoświeczkowe namiastki starego modelu. O oryginały bardzo trudno ale raz znaleziony staje się bardzo cenny. Tu pole do popisu mają kolekcjonerzy i wielbiciele szwedzich loppisów. Szansa na znalezienie pozytywki jest mała, jednak wartość odszukanej już zdobyczy rośnie z roku na rok. 

Ciekawostka! Szwedzki model, który znajduje się obecnie w Muzeum Narodowym posiada wymienne elementy i tak kojarzone ze świętami aniołki można zastąpić konikami czy klaunami, co powoduje że używać jej można przez cały rok.